13 maja 2014 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał długo oczekiwany wyrok w sprawie C‑131/12 – Google vs Mario Costeja Gonzalez (znany szerzej jako wyrok w sprawie prawa do bycia zapomnianym w sieci).

Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że operator wyszukiwarki internetowej (w tym przypadku Google) jest administratorem danych osobowych, które pojawiają się w wynikach wyszukiwania jako linki do stron publikowanych przez osoby trzecie. Co więcej – zdaniem Trybunału – każdy internauta ma prawo domagać się od operatora wyszukiwarki, by informacje na temat jego osoby (dane zawierające imię i nazwisko) zostały usunięte, jeśli wyniki te są niewłaściwe, niestosowne czy też nadmierne w stosunku do celów, dla których są one przetwarzane (nawet, gdyby informacje te były prawdziwe).

(…) zatem w przypadku, gdy (…) stwierdzone zostanie, że informacje dotyczące osoby (…) należy w świetle całokształtu okoliczności danego przypadku uznać za niewłaściwe, (już) niestosowne czy też nadmierne w stosunku do celów, dla których są one przetwarzane przez operatora wyszukiwarki internetowej, należy usunąć z tej listy wyników wyszukiwania te informacje (…) (wyrok TS UE z 13 maja 2014 r. w sprawie C‑131/12)

Jak zostać zapomnianym w sieci? Formularz o usunięcie wyników

Operator największej wyszukiwarki internetowej na świecie w ciągu dwóch tygodni opracował procedurę usuwania ze swoich wyników treści, które mogą być niewłaściwe, niestosowne czy też nadmierne w stosunku do celów, dla których są one przetwarzane. 30 maja Google udostępnił dla swoich europejskich użytkowników specjalny formularz, za pomocą którego internauci mogą ubiegać się usunięcie wybranych wyników wyszukiwania.

Zainteresowanie europejskich użytkowników sieci usuwaniem danych na ich temat z wyników wyszukiwarki okazało się być ogromne. W ciągu tylko jednego miesiąca amerykański gigant komputerowy otrzymał 70 tysięcy wniosków od europejskich użytkowników żądających usunięcia określonych linków w ramach prawa do bycia zapomnianym. Wiele próśb napłynęło także z Polski (dokładnie 1661 wniosków między 29 maja a 30 czerwca br., dla porównania: z Francji 14 086 zgłoszeń, z Niemiec 12 678, zaś z Wielkiej Brytanii 8497). Przygotowałam kilka praktycznych wskazówek dla wszystkich tych, którzy chcieliby skorzystać z prawa do zapomnienia w sieci, a (jeszcze) nie wiedzą jak.

Jak zostać zapomnianym w sieci?

Każdy „zainteresowany” może zwrócić się do Google z prośbą o usunięcie konkretnych wyników wyszukiwania haseł zawierających imię i nazwisko, jeżeli jego prawo do prywatności ma priorytet nad prawem dostępu do tych wyników.

Powyższą prośbę o usunięcie określonych informacji z wyników wyszukiwarki Google należy złożyć na odpowiednio przygotowanym formularzu, który można znaleźć pod adresem: https://support.google.com/legal/contact/lr_eudpa?product=websearch# (również w języku polskim).

Do formularza należy dołączyć cyfrową kopię dokumentu potwierdzającego tożsamość osoby ubiegającej się o usunięcie określonych informacji z sieci. W przypadku działania w imieniu osoby trzeciej, należy dołączyć dokument potwierdzający tożsamość tej osoby. Jak przekonuje Google, powyższy wymóg ma być dowodem na to, że osoba, która składa skargę działa we własnym interesie (ewentualnie osoby, której ma upoważnienie), a nie nie podszywa się np. pod swojego konkurenta.

W zgłoszeniu o usunięcie określonych danych powinien znaleźć się również adres URL linka, który wyświetla wyszukiwarka Google po wpisaniu nazwiska osoby, która domaga się jego usunięcia. Jeśli takich linków jest więcej, wszystkie one powinny zostać podane w zgłoszeniu. W formularzu należy również wyjaśnić, dlaczego strona, do której prowadzi wskazany link URL (linki) jest związana z osobą, która składa prośbę o jego usunięcie. Dodatkowo, należy wskazać dlaczego – zdaniem osoby ubiegającej się o usunięcie określonych danych – informacje wyświetlane przez wyszukiwarkę są nieodpowiednie, nieaktualne lub w jakikolwiek inny sposób niestosowne.

Po otrzymaniu stosownej prośby – jak przekonuje Google na swoich stronach dot. polityki prywatności – następuje analiza potrzeb ochrony prywatności danej osoby (przy uwzględnieniu prawa dostępu do informacji publicznej oraz prawa do jej rozpowszechniania). Podczas oceny Google (a właściwie zespół prawników i etyków) sprawdza, czy wyniki wyszukiwania zawierają nieaktualne informacje o zgłaszającym prośbę oraz czy istnieje uzasadniony interes publiczny w udostępnianiu wskazanych informacji.

Prawo do bycia zapomnianym a druga strona medalu

Pierwsze reakcje internautów po ogłoszonym 13 maja br. wyroku Trybunału Sprawiedliwości w sprawie C‑131/12 – Google vs Mario Costeja Gonzalez były w zdecydowanej większości optymistyczne. Niewielu użytkowników Google widziało w decyzji Trybunału zagrożenie dla wolności wypowiedzi. Z upływem czasu obawy tej drugiej (zdecydowanie mniejszej) części internautów zdają się powoli potwierdzać. Kilka dni temu media obiegła informacja o sporze o prawo do bycia zapomnianym pomiędzy doświadczonym dziennikarzem BBC Robertem Pestonem a Google. Dziennikarz BBC otrzymał zawiadomienie od Google’a, że jego artykuły zamieszczone na blogu siedem lat temu zostaną w Europie usunięte z wyników wyszukiwania na podstawie „prawa do bycia zapomnianym”. Artykuły Roberta Pestona dotyczyły byłego dyrektora banku inwestycyjnego Merrill Lynch, Stana O’Neila, który w 2007 roku musiał zrezygnować ze swojej funkcji z powodu strat, na które naraził bank swoimi spekulacjami. W 2008 roku Merrill Lynch został przejęty przez Bank of America, a obecnie działa pod nazwą Bank of America Merrill Lynch. Oburzony decyzją Google dziennikarz jest zdania, że szkodzi ona wolności słowa. Co więcej, opublikowanych przez siebie informacji o O’Neilu sprzed siedmiu lat Robert Peston nie uważa ani za niewłaściwe, ani za nieistotne, a już na pewno nie za takie, które straciłyby na aktualności. W jego opinii wiedza na temat zawodowego dorobku dyrektorów wielkich korporacji leży w interesie publicznym i powinna być ogólnodostępna.

Na temat decyzji Google’a nakazującej usunięcie artykułów autorstwa dziennikarza BBC wypowiedział się negatywnie nawet sam rzecznik prasowy Komisji Europejskiej, który określił decyzję Googla jako not a good judgement. BBC zapowiedziało, że w imieniu Roberta Pestona odwoła się od decyzji Google’a. Będziemy śledzić ciąg dalszy tej sprawy. Na dzień dzisiejszy jest ona najlepszym przykładem na to, że „medal” w postaci dania internautom prawa do bycia zapomnianym w sieci ma również swoją drugą (ciemniejszą) stronę, o której – pewnie jeszcze nie raz – przekonają się dziennikarze, blogerzy i wszyscy inni publikujący w sieci.

***

Fot.: Bus stop, CCO, skitterphoto.com