Zapraszamy na drugi odcinek nowego cyklu Lookreatywni.pl: Lex-express. Czym jest Lex-express? Lex-express to podsumowanie najważniejszych, najciekawszych i najaktualniejszych wydarzeń ze świata kultury, prawa i mediów, które będziemy przygotowywać dla Was regularnie. Premierowy Lex-express #1 możecie przeczytać tutaj. Poniżej Lex-express #2 przygotowany przez Michała Chudolińskiego i Magdalenę Miernik. Zaczynamy!

Wojownicze Żółwie Ninja 

Ćwierć wieku po wyemitowaniu pierwszego filmu aktorskiego z znanymi Żółwiami Ninja, trzon ekipy filmowej tej produkcji – producenci Kim Dawson i Gary Propper, reżyser Steve Barron, scenarzyści Bobby Herbeck i Todd Langen oraz Graham Cottle – postanowił upomnieć się o obiecany udział w zyskach. Twórcy serii o Wojowniczych Żółwiach Ninja pozwali do sądu Fortune Star Media Ltd. którzy rzekomo uzyskali prawa do filmowych Żółwi od pierwotnych producentów w postaci Singel Film oraz Golden Harvest. Powodowi zażądali od Fortune Star Media Ltd. łącznie  – bagatela – 3, 175 milionów dolarów odszkodowania za przedłużające się oczekiwania na wypłatę należnych im pieniędzy. O co poszło? Okazuje się, że w 1990 roku ekipa produkcyjna podpisała umowę, zgodnie z którą miała otrzymać procent zysków z dystrybucji trzech pierwszych filmów fabularnych o Wojowniczych Żółwiach Ninja za granicą. Okazało się jednak, że Fortune Star Media Ltd. wraz z Warner Bros. (obecny właściciel praw autorskich do filmowych Żółwi Ninja) oszukali ekipę produkcyjną informując ją, że wysokość zysków była niższa aniżeli faktyczna kwota otrzymywana z międzynarodowej sprzedaży. Tym samym powodowie otrzymywali mniejsze honorarium niż to, które rzeczywiście im się należało. A że do sprawy dochodzi przechodzenie między firmami praw do filmowej franczyzy oraz skomplikowana struktura przedsiębiorstw filmowych to można podejrzewać, że szykuje się nam proces na długie lata (by nie rzec dekady). Warto zaznaczyć, że sprawa nie dotyczy ani późniejszej produkcji animowanej z 2007 roku ani ostatniej reaktywacji Żółwi pod producenckim patronatem Michaela Baya. [Comic Book Resources, Deadline.com]

Zbroja Iron Mana

iron-man-radixBracia Ben Lai i Ray Lai – właściciele Horizon Comics Productions – pozwali ostatnio Marvela i Disneya za bezprawne wykorzystanie ich twórczości. O co poszło? O stworzone przez nich kreacje dla komiksu „Radix”. Panowie Lai, którzy wcześniej pracowali dla Marvela nad „Thorem”, podtrzymują zarzut jakoby ekipa filmowa Disneya zapożyczyła od nich bezprawnie pomysły na egzoszkieletowe zbroje ochraniające protagonistów ich komiksów do formowania oprzyrządowania ochraniającego Starka. Sprawę nadużyć nagłaśniali już na długo przed premierą blockbustera, sygnalizując chęć polubownego rozwiązania konfliktu. Zostali jednak przez wielkie korporacje zignorowani. Jak się jednak okazuje, kontrowersje związane z plagiatem ciągną się już od 2001 roku, kiedy to po raz pierwszy twórcy zauważyli niepokojące podobieństwa między produkcjami filmowymi a ich komiksami. Aby mieć szansę na wygraną powodowie muszą zatem najpierw zmierzyć z podejrzeniem przedawnienia sprawy. Jak się więc chce pozywać wielkie korporacje za plagiat lepiej to czynić możliwie szybko. [THR, Esq., Hollywood Reporter, PR News]

Piractwo w Japonii

Niewielu wie, że za piractwo w kraju kwitnącej wiśni należy liczyć się z naprawdę poważnymi konsekwencjami – karą pozbawienia wolności nawet do lat 10 oraz karą grzywny w wysokości 84 tys. dolarów! Surowa ręka tamtejszej sprawiedliwości ukarała już piratów komputerowych, których japońska policja „schwytała” w ogólnokrajowej obławie między 17 a 19 lutego tego roku. Łącznie schwytano 40 mężczyzn w wieku od 21 do 65 lat, którzy nielegalnie dzielili się mangami (japońskie odmiany komiksów), muzyką i filmami animowanymi. Pośród przesyłanych materiałów znalazły się m.in. „Zrywa się wiatr” legendarnego Hayao Miyazakiego oraz ścieżka dźwiękowa do „Mobile Suit Gundam UC”, chronione szczególnie mocno przez tamtejsze prawo i ministerstwo kultury. To jak dotąd jest to największa akcja tego typu realizowana przez japońskich strażników porządku w kontekście cybernetycznej ochrony praw autorskich. [Crunchy Roll]

Chrześcijaństwo kontra francuski laicyzm

Po masakrze w redakcji “Charlie Hebdo” (o której pisaliśmy tutaj) można wysnuć wniosek, że we Francji można każdego bezkarnie ośmieszać i obrażać. Taki „immunitet” artystyczny najwidoczniej posiada rysownik Jean Plantureux (znany lepiej pod pseudonimem „Plantu”), który został oczyszczony z zarzutów w sprawie dotyczącej nawoływania do nienawiści i przemocy religijnej. Plantu narysował swego czasu dość niewybredną satyrę Benedykta XVI na swojej stronie internetowej, podchwyconą potem przez magazyn Le Monde. W niej papież dokonuje molestowania seksualnego na dziecku, a u góry rysunku zawarto napis „Pedofilia: Pozycja Papieża”. Stowarzyszenie katolickie AGRIF wniosło pozew przeciwko Plantu, ale jego prawnik szybko wystosował kontrę. Pełnomocnik artysty przekonywał, że AGRIF swoimi działaniami starało się rozszerzyć francuski kodeks karny o kategorie bluźnierstwa. Z kolei sam rysownik bronił swojej sztuki i stanowiska twierdząc, że tak naprawdę swoim postępowaniem bronił katolików będących ofiarami pedofilii w kościele. Nie obyło się bez krytyki z jego strony władz religijnych za podtrzymywanie ciszy wobec tego tematu. [Daily Mail]

Domena „ap.pl” vs Apple

Domenę ap.pl Artur Janiszewski zarejestrował w 2002 r., a od 2012 prowadzi pod tym adresem sklep internetowy oferujący usługi serwisowe telefonów różnych marek i sprzedający akcesoria do urządzeń mobilnych. W maju br. właściciel domeny ap.pl otrzymał pismo wzywające go do przekazania domeny ap.pl na rzecz firmy Apple. Koncern Apple żąda od polskiego przedsiębiorcy oddania domeny ap.pl. Firma Apple twierdzi, że adres „www.ap.pl” wprowadza użytkowników w błąd i jest zbyt podobny do nazwy Apple. Firma domaga się uznania, że korzystanie z domeny ap.pl narusza jej prawa. Tymczasem domena ap.pl jest zwyczajnym skrótem od nazwy przedsiębiorstwa Art Production. Sprawa spornego adresu trafiła do Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych w Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. Ciąg dalszy nastąpi, o czym będziemy informować Was na bieżąco. [Wirtualne Media].

Wyrok SN w sprawie Allegro vs Fundacja Zielone Światło

stop allegroSąd Najwyższy oddalił w ubiegłym tygodniu skargę kasacyjną Allegro i uznał, że Fundacja Zielone Światło nie musi przepraszać operatora Allegro za sparodiowanie logotypu Allegro polegające na umieszczeniu w nim symbolu SS w ramach protestu przeciw tolerowaniu przez portal handlu nazistowskimi gadżetom. Sąd Najwyższy stwierdził, że przeróbka znaku Allegro była dokonana w obronie interesu społecznego, jakim było zwrócenie uwagi na handlowanie w internecie nazistowskimi gadżetami – co portal aukcyjny tolerował. O co chodziło? O akcję, którą w marcu 2010 r. podczas Dnia Walki z Rasizmem zorganizowała m.in. pozwana fundacja Zielone Światło. Pikieta dotyczyła walki z handlem współczesnymi emblematami faszystowskimi na portalu Allegro. Elementem akcji był rysunek z napisem: „Nazistowskim gadżetom mówimy nie. Stop Allegro”. Grafika przedstawiała sparodiowane logo portalu Allegro.pl, które zamiast literek „ll” zawierało symbol „SS”. Zmodyfikowane logo było także na rozdawanych przez uczestników pikiety pocztówkach. Sąd Najwyższy podtrzymał stanowisko sądu apelacyjnego, który ocenił, że pozwani nie działali bezprawnie, choć naruszyli dobre imię powoda w oczach klientów portalu. Podkreślając zagrożenie, jakie niesie ze sobą handel takimi przedmiotami, sąd uznał, że polskie doświadczenia z przeszłości są „na tyle silne, że motywacja jest jednoznaczna, by to piętnować”. [lex.pl]

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie fotoradarów

Rzecznik Praw Obywatelskich w 2013 r. zaskarżył art. 129g ust. 4 upoważniający ministra właściwego ds. transportu do wydania rozporządzenia określającego sposób, tryb i warunki techniczne gromadzenia, przetwarzania, udostępniania i usuwania obrazów i danych. Powodem skierowania sprawy na drogę sądową była duża liczbą skarg kierowanych do Rzecznika Praw Obywatelskich przez kierowców, którzy skarżyli się w nich, że Inspekcja nie udostępnia wraz z wezwaniem do zapłaty mandatu zdjęć, które dokumentowały wykroczenia drogowe popełnione ich samochodami. Oznaczało to, że nie mogli ze stuprocentową pewnością wskazać osoby odpowiedzialnej czy stwierdzić, że rzeczywiście chodzi o ich pojazd. 14 lipca br. Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w sprawie dopuszczalności udostępniania i usuwania zdjęć i innych informacji pozyskiwanych przez fotoradary i uznał, że w/w przepis jest niezgodny z art. 51 ust. 5 i art. 92 ust. 1 Konstytucji.  Więcej o wyroku Trybunału w sprawie zdjęć z fotoradarów przeczytacie w tekście Krzysztofa M. Króla.

***

Fot.: kadr z filmu „Zrywa się wiatr”, reż. Hayao Mizyazaki, 2013 r.