W 2007 roku na łamach magazynu muzycznego „Machina” ukazały się – jako ilustracja jednego z artykułów – zdjęcia Krzysztofa Cugowskiego autorstwa fotografki i dziennikarki Aleksandry Kaczkowskiej. Cugowski na zdjęciach występował przebrany za Elvisa Presleya. Bez uzgodnienia z fotografką zdjęcia zostały następnie wielokrotnie wykorzystane w kolejnych numerach czasopisma. Co więcej – bez wiedzy i zgody autorki zdjęć – do jednego ze zdjęć wprowadzono zmiany, a także zamieszczono logotypy Banku PKO S.A. oraz Pepsi Coli.

Naruszenie prawa do integralności fotografii?

Fotografka udzieliła redakcji ustnej licencji niewyłącznej na wykorzystanie zdjęć w jednym magazynie. W pozostałych numerach zdjęcia zostały wykorzystane bezprawnie. Mimo to redakcja magazynu nie chciała ani zapłacić za publikację kolejnych zdjęć ani też przeprosić za przetworzenie fotografii i naniesienie treści reklamowych.

Ciekawe wyroki w tej sprawie zapadły zarówno w pierwszej, jak i w drugiej instancji. Sąd Okręgowy stwierdził między innymi, że umieszczenie logotypów reklamowych na zdjęciach nie jest niedopuszczalną ingerencją w dzieło. Fotografie zatem nie były nośnikiem reklamy, a redakcja nie miała obowiązku konsultowania się z autorem w sprawie modyfikacji zdjęć. Jednocześnie Sąd I instancji nie przychylił się również do żądania powódki zwrotu korzyści uzyskanych przez pozwaną spółkę Media Point Group (ówczesnego wydawcę „Machiny) z powodu ingerencji w dzieło i wykorzystania zdjęcia w celach reklamowych.

Sąd Apelacyjny rozpatrujący sprawę stwierdził, że do uprawnionego wykorzystania utworu zalicza się również naniesione na zdjęcia informacje, ilustracje i logotypy. Sąd przyznał jednak rację skarżącej, że sąd pierwszej instancji nie odniósł się do naruszenia (obok autorskich praw majątkowych do zdjęć) autorskich praw osobistych – prawa do nadzoru nad korzystaniem z utworów. Korzystanie z fotografii w kolejnych numerach magazynu muzycznego odbywało się zatem bezprawnie.

W końcu sprawa trafiła do Sądu Najwyższego (sygn. akt I CSK 708/16), a ten 13 lipca 2017 r. uchylił wyrok Sądu II instancji i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Licencja została udzielona jedynie ustnie, co powoduje, że do dziś nie można ustalić zakresu udzielonej licencji na wykorzystanie zdjęć, a tym samym precyzyjnie ustalić zakresu powstałej szkody i wysokości zadośćuczynienia.

Bez ustalenia zakresu ustnej licencji na wykorzystanie zdjęć nie można ustalić zakresu powstałej szkody i wysokości zadośćuczynienia – powiedział sędzia sprawozdawca Hubert Wrzeszcz.

Aleksandra Kaczkowska: faktura bez umowy nie ma większego znaczenia

O komentarz w sprawie poprosiłam autorkę spornych zdjęć – Aleksandrę Kaczkowską, www.alexlua.com:

„Pójście z tą sprawą do sądu nie było łatwą decyzją nie tylko ze względu na koszty ale również na możliwą łatkę „pieniacza” jaką można dostać kiedy się walczy o swoje. Dlatego przez kilka lat próbowałam wszystkich innych środków prawnych jak mediacje, niestety bez skutku. Jak można się domyślać bardzo się cieszę z wyroku Sądu Najwyższego, bo po tylu latach dopiero SN wydał sprawiedliwy, obiektywny wyrok.

Stwierdzenie sądów niższych instancji, że nałożenie logotypu bez mojej zgody na zdjęcie nie czyni z niego nośnika reklamy i nie jest ingerencją w utwór, jak dla mnie brzmi absurdalnie. Czy zatem logotyp przestał być znakiem handlowym, a my jako autorzy nie mamy już żadnych praw do naszych dzieł?

Zadano mi ostatnio pytanie, dlaczego się nie poddałam po tylu latach spędzonych w sądzie i zdecydowałam się na kasację do Sądu Najwyższego. Odpowiedź była prosta: dla zasady. W pewnym momencie przestałam już liczyć wydatki włożone przez lata w walkę o sprawiedliwość, o zszarganych nerwach nawet nie wspomnę i powiedziałam sobie, że się nie poddam, że walczyć będę do końca, bo wiem, że mam rację, bo wiem, że zachowanie drugiej strony było absolutnie naganne.

Praca autorów powinna przede wszystkim opierać się na tworzeniu, a nie być podszyta strachem, że nasza twórczość zostanie użyta niezgodnie z przeznaczeniem, że ktoś nas oszuka i zarobi na naszej pracy nie dzieląc się z nami, szczególnie, jeśli z daną firmą pracuje się wielokrotnie przy wielu projektach. Brak szacunku i poważania dla pracy autorów po prostu nie powinien mieć miejsca.

Przestroga dla innych autorów? Jeśli druga strona nie chce podpisać z Wami umowy licencyjnej czasem lepiej powiedzieć: bez umowy nie pracuje, ponieważ faktura bez umowy nie ma jak widać większego znaczenia”.

Licencja ustna vs. licencja w formie pisemnej

Licencja wyłączna, podobnie jak umowa o przeniesienie praw autorskich na osobę trzecią, dla swej skuteczności musi mieć formę pisemną. Przy licencji niewyłącznej (licencji, która umożliwia udzielanie przez licencjodawcę dalszych licencji osobom trzecim pomimo faktu, że  licencja na korzystanie z utworu na określonym polu eksploatacji została już wcześniej przez licencjodawcę udzielona) wymóg formy pisemnej nie jest konieczny. Licencja niewyłączna może być udzielona w dowolnej formie, również w formie ustnej.

Licencja udzielona w formie ustnej, mimo że dużo szybsza i nie wymagająca formalności, ma jednak swoje wady. Zakres licencji udzielonej w formie ustnej jest często trudny do ustalenia. Co za tym idzie, w sytuacji naruszenia praw autorskich licencjodawcy trudniej jest określić rozmiar szkody i dochodzić swoich praw. Dlatego – jak przekonuje wyżej Aleksandra Kaczkowska – zawsze  warto zadbać o formę pisemną umowy. Nawet jeśli Waszym celem jest  jedynie udzielenie licencji niewyłącznej.

***

 fot.: Aleksandra Kaczkowska, www.alexlua.com