Pamiętam jak Ola i Piotr Stanisławscy, twórcy największego bloga popularnonaukowego w Polsce Crazy Nauka, zwrócili się do mnie z prośbą o wypowiedź na temat odpowiedzialności twórców internetowych za treści publikowane w sieci. Pomyślałam wtedy, że to przecież oczywiste, że każdy z nas ponosi odpowiedzialność za treści, które publikuje. I jeśli czegoś nie jesteśmy pewni, to nie opublikujemy tekstu dopóki nie sprawdzimy wszystkich informacji, prawda?

Okazuje się niestety, że sprawa wcale nie jest taka prosta. W internetowym gąszczu informacji (które nierzadko okazują się być fake news’ami) oraz zalewu porad i opinii na każdy możliwy temat bardzo łatwo jest stracić orientację co jest prawdą, a co nie. I o ile w sieci znajdziemy sporo informacji na temat odpowiedzialności tzw. service provider’ów – dostawców usług hostingowych za transmitowane lub przechowywane przez nich treści, o tyle dużo trudniej jest znaleźć informacje na temat realnej odpowiedzialności tych, którzy te właściwe treści tworzą (tzw. content provider’ów). Dlatego zdecydowałam się przyjąć zaproszenie od Oli i Piotra Stanisławskich i przyjść do ich audycji Homo Science emitowanej na antenie radia TOK FM aby porozmawiać o odpowiedzialności twórców internetowych za treści publikowane w sieci.

PYT.1.: Jak wygląda odpowiedzialność prawna za głoszenie w sieci swoich opinii, na przykład opinii dotyczących zdrowia?

W pierwszej kolejności powinniśmy rozróżnić dwa rodzaje odpowiedzialności. Czym innym jest odpowiedzialność service provider’ów, czyli dostawców usług hostingowych, a czym innym odpowiedzialność content provider’ów, czyli właściwych dostawców treści (blogerów, instagramerów etc.). Dostawcy usług hostingowych co do zasady nie odpowiadają za transmitowane lub przechowywane treści, przynajmniej do czasu, kiedy nie otrzymają oni wiarygodnej informacji, że przechowywane przez nich treści naruszają prawa osób trzecich. Dzieje się tak za sprawą zasady notice and takedown, jednej z najważniejszych zasad internetu, która polega na tym, że prawo zwalnia dostawcę usług z odpowiedzialności za znajdujące się na jego serwerze bezprawne treści pod warunkiem, że nie ma on wiedzy na temat tych bezprawnych treści. Zasada ta nie chroni natomiast usługodawcy, który wie o bezprawności przechowywanych na jego serwerze treści i nic w związku z tym nie robi:

„odpowiedzialność podmiotu świadczącego hosting jest możliwa w dwóch przypadkach, a mianowicie: gdy posiada on wiedzę o bezprawnym charakterze udostępnionych za jego pośrednictwem danych a także wtedy, gdy mimo otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze udostępnionych danych nie uniemożliwił on dostępu do tych danych”.

Drugi rodzaj odpowiedzialności to odpowiedzialność twórców internetowych, dostawców treści (content provider’ów). Twórcy internetowi ponoszą pełną odpowiedzialność za publikowane przez siebie treści.

PYT.2.: Na wielu blogach można znaleźć nawoływanie do pewnych działań. Jaką odpowiedzialność ponosi bloger, który namawia do określonych zachowań w sytuacji, gdy odbiorca ulegnie jego namowom i na podstawie opinii znalezionej w internecie postanowi podjąć określone działania?

Aby odpowiedzieć na to pytane warto spojrzeć na blogosferę z nieco szerszej perspektywy i przypomnieć sobie jej początki. Pierwsze blogi to były pamiętniki opisujące wrażenia, przemyślenia i opinie ich twórców. Wraz z rozwojem blogosfery zwiększyła się znacznie ilość blogów eksperckich, teksty publikowane na prywatnych blogach zaczęły się profesjonalizować. Poziom odpowiedzialności blogerów-ekspertów za treści publikowane w sieci  zależy od tego, jak te treści są przekazywane. Bo jeśli podkreślamy, jako twórcy internetowi, że publikowane przez nas treści są naszymi prywatnymi opiniami i nie należy ich traktować jako porady (zdrowotnej, prawnej, finansowej itp.) to wtedy dajemy jasny sygnał, że treści publikowane na blogu są jedynie naszymi prywatnymi opiniami i nie należy traktować ich jako profesjonalnych porad.

PYT. 3.: Ale zdarzają się w sieci blogi eksperckie, które mają znamiona wiarygodności: powołują się na ekspertów, na jakieś – bliżej niedookreślone – badania itp. Czy wtedy nie jest to już nabieranie ludzi na podejmowanie działań, które mogą być dla nich niebezpieczne, np. dla ich zdrowia?

Twórcy internetowi podlegają dokładnie takim samym zasadom, jak każda inna osoba publicznie rozpowszechniająca różnego rodzaju informacje, prezentująca swoje poglądy i opinie. Mam tutaj na myśli zarówno odpowiedzialność wynikającą z przepisów prawa karnego, jak i z prawa cywilnego, chociażby odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych człowieka. W art. 23 K.C. znajdziemy otwarty katalog dóbr osobistych człowieka, które są chronione przez prawo. Na pierwszym miejscu ustawodawca wymienia właśnie zdrowie. W kolejnych przepisach kodeksu cywilnego znajdujemy cały szereg działań, które każdy z nas może podjąć (każdy z nas, a więc również odbiorca internetowych treści), aby nasze dobra osobiste chronić.

PYT 4.: Za każdym twórcą internetowym może jednak stać regulamin, w którym próbujemy wyłączyć swoją odpowiedzialność zaznaczając, że nie ponosimy odpowiedzialności za treści, które publikujemy na swojej stronie internetowej. Czy nieznajomość regulaminu sprawia, że nie mamy prawa oskarżyć twórcy, który naruszył nasze prawa?

To ważna kwestia, do której chciałam przejść w następnej kolejności, mianowicie świadczenie usług drogą elektroniczną. Z prawnego punktu widzenia podejmując działania w sieci (działania reklamujące nasze usługi, produkty itp.) świadczymy usługi drogą elektroniczną dla nieograniczonego kręgu odbiorców. Regulamin (zbiór zasad) jest jednym z wymogów wynikających z przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W regulaminie powinny znaleźć się informacje nie tylko na temat tego, jakie są zasady panujące na naszej stronie internetowej (dotyczące przykładowo zasad komentowania publikowanych przez nas treści) ale również różnego rodzaju zastrzeżenia i ostrzeżenia istotne dla naszych odbiorców. Jedno z takich zastrzeżeń może dotyczyć sprzedawanych na stronie diet lub zestawów ćwiczeń. W regulaminie powinniśmy jednoznacznie wskazać, że zanim rozpoczniemy stosować określoną dietę lub zdecydujemy się na określony plan treningowy, powinniśmy skonsultować się wcześniej z lekarzem lub dietetykiem. Warto zastrzec w regulaminie, że publikowane treści są tylko i wyłącznie naszymi opiniami prywatnymi, nie należy ich traktować jako porady i oficjalne wskazówki w danej dziedzinie życia. Przykładowo: Michał Szafrański, twórca bloga „Jak oszczędzać pieniądze” zaznacza wyraźnie, że publikowane na jego blogu treści są „wyłącznie wyrazem osobistych poglądów autora i nie stanowią „rekomendacji” w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715)  jego opiniami i nie należy traktować ich jako profesjonalnej porady finansowej.” Na końcu dodaje: „Pamiętaj, że sam podejmujesz decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność.”

PYT 5.: Większość odbiorców nie czyta jednak tych regulaminów i często mamy taką sytuację, że w regulaminie mamy zapisane, że publikowane treści to nie są porady, to są tylko prywatne opinie autora, a w rzeczywistości publikowane na blogu treści wyraźnie wskazują, że to są porady. Druga rzecz, że twórcy internetowi mają bardzo duży wpływ na swoich odbiorców. Jak to pogodzić?

To jest rzeczywiście złożony problem. I jako twórcy internetowi powinniśmy pamiętać nie tylko o prawnej stronie naszej działalności w sieci, ale również na stronie etycznej. Raz jeszcze warto pokreślić, że polska blogosfera się profesjonalizuje, jest coraz więcej ekspertów, a twórcy internetowi mają coraz większą świadomość odpowiedzialności, która na nich ciąży. Raport „Rola blogerów i youtuberów we współczesnym świecie” przygotowany we wrześniu 2016 r. przez Natalię Hatalską po Blog Forum Gdańsk jednoznacznie pokazuje, że twórcy internetowi wiedzą, że mają wpływ na swoich odbiorców (95% pytanych).

PYT 6.: Czy bloger, który wypisuje szkodliwe chociażby dla zdrowia treści powinien się obawiać procesu? Czy realnie grożą mu jakieś prawne konsekwencje za podejmowanie obiektywnie szkodliwych działań?

Moim zdaniem powinien liczyć się z odpowiedzialnością prawną, chociażby wynikającą z ochrony dóbr osobistych. Musimy natomiast pamiętać, że w omawianych tutaj sytuacjach mamy do czynienia ze spieraniem się dwóch podstawowych wartości. Z jednej strony mamy wolność wypowiedzi gwarantowaną m.in. przez art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka:

Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe (…)

z drugiej zaś strony mamy prawa jednostki, m.in. dobra osobiste człowieka. Prawa te często ścierają się, są w pewnego rodzaju konflikcie. Dlatego aby je wyważyć należy każdą sytuację oceniać osobno. Nigdy nie jest jednak tak, że jako odbiorcy pozostajemy bezbronni. Każdy z nas ma prawo i możliwość obrony, gdy z obiektywnego punktu widzenia nasze prawa są naruszane w sieci.

Odpowiedzialność twórców internetowych za treści publikowane w sieci

Wszystkich nas obowiązuje etyka działania. Twórcy internetowi powinni pamiętać, że publikowane przez nich treści docierają do nieograniczonego kręgu odbiorców. Odpowiedzialność ciąży nie tylko na „dużych” twórcach internetowych, ale również na drobnych, początkujących blogerach. Świadomość istniejących zagrożeń powinna być wyższa również po stronie odbiorców. Od każdego z nas oczekuje się samodzielnego myślenia i sprawdzenia informacji u źródła. Warto o tym pamiętać i mówić głośno przy okazji różnego rodzaju spotkań dla twórców internetowych, takich jak  Blog Forum Gdańsk czy Środa Dzień Bloga.

Całą audycję Homo Science, podczas której rozmawialiśmy o odpowiedzialnym blogowaniu możecie posłuchać tutaj:

***