Dużo się mówi w ostatnim czasie o tzw. ustawie medialnej. Z przedstawionego w ostatnich godzinach projektu wynika, że ustawa nie będzie ingerowała w prawo prasowe. Prawo prasowe determinuje dużą część warsztatu dziennikarzy i publicystów; stosuje się je do wypowiedzi w mediach w ogóle, nie tylko w prasie. Ta właśnie ustawa nakazuje anonimizować dane osobowe stron procesu karnego (podejrzanego, oskarżonego, świadka, poszkodowanego i pokrzywdzonego) o czym parę słów w poniższym tekście.

Stare prawo, nowe realia

Bohater „Procesu” Franca Kafki przedstawiony został jedynie inicjałem, Józef K., jako człowiek immanentnie oskarżony. Można domyślać się, że anonimizacja i inicjałowanie mają długą historię, sięgającą zdobyczy zaawansowanej myśli prawniczej Austro-Węgier, gdyż to w tym systemie studiował prawo prażanin Franc Kafka.

Polskie prawo prasowe z 1984 roku od początku zawiera kilka zakazów wypływających z zasady domniemania niewinności, postulatu zapewnienia prawidłowego toku postępowania, ochrony przed wtórną wiktymizacją, czyli:

– zakaz wypowiadania opinii co do rozstrzygnięcia przed wydaniem orzeczenia w I instancji; oraz

– zakaz publikacji danych osobowych i wizerunku podejrzanych, oskarżonych, świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych.

Sąd lub prokurator może zezwolić na publikację wizerunku i ujawnienie personaliów, jeżeli przemawia za tym ważny interes społeczny; może to zrobić również osoba, której dane i wizerunek są w przepisie chronione. Nie może zrobić tego samodzielnie dziennikarz – nie może on się także powołać w tym zakresie na interes społeczny w wytoczonym przeciwko sobie procesie o ochronę dóbr osobistych.

Jak to bywa ze starymi przepisami, wokół regulacji narosły kontrowersje, orzecznictwo sądowe rozwiało może niektóre wątpliwości i pojawiły się postulaty na przyszłość. Regulacja bowiem nie do końca sobie radzi w erze informacji i informatyzacji. Jak zauważył Kamil Mamak z UJ w artykule „O niecelowości anonimizacji oskarżonych w sprawach medialnych”, w najgłośniejszych sprawach, czy to dotyczących osób publicznych (procesy polityków), czy po prostu w sprawach powszechnie znanych (procesy celebrytów czy osób takich jak „mama Madzi”), anonimizacja staje się jałowym ćwiczeniem. Przecież przeglądarka Google sama podpowiada, o kogo chodzi, nawet jeśli nazwisko zostało skrócone do jednej litery (o tym, jak zostać zapomnianym w sieci, pisaliśmy tutaj). Istnieje także praktyka „tagowania” artykułów, dzielenia ich na przenikające się kategorie, co również ułatwia zorientowanie się, kogo zatrzymano i komu przedstawiono zarzuty. Wykorzystując racjonalne argumenty, Mamak postuluje zniesienie zakazu publikacji wizerunku w tzw. sprawach medialnych – sprawach głośnych, czyli w tych, gdzie i tak wiadomo, o kogo chodzi.

Trzeba się zgodzić z tą tezą. Przykładowo, jeżeli napisalibyśmy, że Katarzynie P. przedstawiono zarzuty popełnienia przestępstwa plagiatu w książce „Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska” (o sprawie pisaliśmy tutaj), to przecież w dalszym ciągu wszyscy wiedzieliby, o kim mowa. Albo gdybyśmy darowali sobie tytuł, a pozostawili informację, że oskarżona występowała w kabarecie, a potem pisała o Gruzji? Wystarczy parę sekund szukania w Internecie, gdyby ktoś zapomniał nazwiska artystki. Czy informację o nikomu nieznanej Katarzynie P. jest jeszcze sens publikować?

Regulacja stara się realizować ważne gwarancje procesowe (m.in. domniemanie niewinności), ale staje na przekór celom prasy i wymusza na mediach groteskową formę inicjału, z czarnym paskiem na oczach.

Co grozi za złamanie zakazu?

W większości przypadków, jeżeli dziennikarz ujawni dane osobowe i wizerunek bez zgody sądu, prokuratora lub osoby zainteresowanej, osoba ta może go pozwać za naruszenie dóbr osobistych. Wiązać się to może z koniecznością przeproszenia, często publicznego i kosztownego, jak również koniecznością wypłaty (zadośćuczynienia, odszkodowania, kwoty na cel społeczny), jeśli tak zdecyduje sąd cywilny. Odpowiedzialność ponoszą na równi (solidarnie) dziennikarz, wydawca i właściwa redakcja. Osobną kwestią jest przestępstwo ujawnienia do wiedzy publicznej informacji z postępowania przygotowawczego lub rozprawy prowadzonej z wyłączeniem jawności (art. 241 Kodeksu karnego).

Odnośnie naruszenia dóbr osobistych warto wiedzieć o następujących szczegółach:

– zakaz wydawania opinii co do rozstrzygnięcia przed wydaniem orzeczenia w I instancji nie dotyczy postępowania administracyjnego, ale tylko postępowania przed sądem (cywilnym, karnym, administracyjnym, sądem ds. nieletnich, TS, sądem wojskowym, dyscyplinarnym, lustracyjnym);
– dane osobowe to wszelkie informacje, które pozwalają na identyfikację osoby fizycznej, także opisowe;
– zakaz publikowania danych osobowych i wizerunku dotyczy tylko konkretnych uczestników procesu (podejrzanego, oskarżonego, obwinionego w postępowaniu wykroczeniowym, dyscyplinarnym, nieletniego, wobec którego prowadzone jest postępowanie w sprawach nieletnich, tzw. osoby podejrzanej, świadka, pokrzywdzonego, poszkodowanego, oskarżyciela prywatnego, oskarżyciela posiłkowego, powoda cywilnego).  Wymieniłam za komentarzem wszystkie osoby, chociaż według Kodeksu postępowania karnego niektóre z nich, takie jak powód cywilny, już nie występują – możliwe bowiem, że niebawem nastąpi powrót do poprzedniego kształtu procedury karnej, przynajmniej w pewnym zakresie.

Tak sztywne reguły nie są stosowane prawdopodobnie przez żadną redakcję, bo opisywanie postępowań prowadzonych przeciwko osobom znanym w taki sposób, aby nie sposób było określić, kogo dotyczą, nie ma w istocie żadnego sensu.

Cel artykułu 13 prawa prasowego zupełnie się dziś rozmył – inaczej byłoby, gdyby zakaz dotyczył tylko osób nieznanych. Wszystko wskazuje na to, że konieczność anonimizacji bardziej wiąże się dzisiaj z polityką ochrony interesów redakcji – także tych majątkowych, bardzo przecież istotnych – niż ochrony zasad wymiaru sprawiedliwości. Jednak przepis jest jasny i trudno się spodziewać orzeczeń Sądu Najwyższego jawnie sprzecznych z ustawą. Dlatego maskarada z Józefem K. i ignorowaniem zasad wynikających z szerokiego rozumienia pojęcia „dane osobowe”, będzie widoczna w polskiej praktyce prasowej dopóki nie zmieni się prawo. Do tego czasu pozostaje moim zdaniem tylko posiłkować się wyczuciem i zdrowym rozsądkiem.

***

fot.: zdjęcie autorstwa wellphoto pochodzi z banku zdjęć Fotolia