Głośnym echem zbliża się jeden z największych debiutów giełdowych tego roku – P4, operatora sieci Play. Wytrawni inwestorzy, zastanawiając się nad zakupem akcji dynamicznie rozwijającej się spółki, w wydanym przed debiutem prospekcie emisyjnym znaleźli bardzo interesującą pozycję – 188 mln złotych oszczędności podatkowych wynikających z transakcji na znakach towarowych.

W tym miejscu, niejeden działający zazwyczaj z rozwagą inwestor, zadał sobie pytanie – skąd wzięła się tak zawrotna kwota „ryzyka” podatkowego i dlaczego akurat na znakach towarowych? Czym są właściwie te znaki towarowe i jaki mają wpływ na opodatkowanie?  Czy transakcje na znakach towarowych rzeczywiście są działaniem niezgodnym z prawem, powodującym ryzyko podatkowe?

W niniejszym artykule podejmę próbę odpowiedzi na tak zadane pytania.

Znak towarowy – co to takiego?

Zacznijmy od wyjaśnienia, czym jest znak towarowy. Zgodnie z informacjami zamieszczonymi na stronie Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej:

Znakiem towarowym może być każde oznaczenie, które można przedstawić w sposób graficzny (w szczególności wyraz, rysunek, ornament, kompozycja kolorystyczna, forma przestrzenna, w tym forma towaru lub opakowania, a także melodia lub inny sygnał dźwiękowy), jeżeli oznaczenie takie nadaje się do odróżnienia w obrocie towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa.

Znaki towarowe są oznaczeniami stosowanymi w handlu, służącymi do identyfikacji produktów i/lub usług konkretnego przedsiębiorcy. Umożliwiają one odróżnianie produktów tego samego rodzaju oferowanych przez różnych przedsiębiorców, stanowiąc tym samym podstawę budowania wizerunku i reputacji marki.

Znaki towarowe odpowiadają zatem w głównej mierze za kojarzenie danego produktu wśród klientów. Mają niebagatelne znaczenie marketingowe, gdyż często, nawet w gruncie rzeczy niskiej jakości produkt, ale opatrzony znanym logo znajduje swoich nabywców skuszonych znaną marką. Zatem, nie powinno pozostawiać wątpliwości, że taki znak towarowy, w obrocie między przedsiębiorcami, ma jakąś, często wprawdzie trudno mierzalną, ale rzeczywistą wartość rynkową, za którą potencjalny nabywca mógłby sporo zapłacić. Wykorzystanie znanego znaku towarowego na swoich własnych produktach przyczynić się może do ich promocji, zwiększenia ich rozpoznawalności przez klientów i w konsekwencji wyższych zysków przedsiębiorstwa.

Znak towarowy z podatkowego punktu widzenia

Pomimo, że znak towarowy może mieć określoną wartość, nie zawsze ta wartość podlega zaliczeniu do kosztów uzyskania przychodów – innymi słowy nie zawsze wartość znaku wpływa na niższe opodatkowanie bieżącej działalności (podatek dochodowy, dla osób prawnych w stawce 19%, jak sama nazwa wskazuje, płaci się od dochodu – przychodu pomniejszonego o koszty jego uzyskania).

Należy bowiem zauważyć, że zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób prawnych (analogiczne rozwiązania w tej materii przewiduje ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych), nie przeprowadza się „amortyzacji” (innymi słowy – rozpisania wartości w czasie) od znaków towarowych wytworzonych we własnym zakresie. Można natomiast amortyzować nabyte znaki towarowe, jako wartości niematerialne i prawne (minimalny okres amortyzacji to 5 lat).

Co mógł zatem zrobić Play, w poprzednich latach, aby zaliczać wartość znaku do kosztów podatkowych, a co teraz związane jest z ryzykiem podatkowym wskazanym w prospekcie emisyjnym?

Trudno na podstawie samego prospektu emisyjnego zająć jednoznaczne stanowisko, niemniej nie można wykluczyć, że mogło dojść do zastosowania jedno ze znanych ówcześnie rozwiązań, które pozwalało, w zgodzie z literalnym brzmieniem przepisów, na amortyzację znaku towarowego od jego wartości rynkowej.

W stanie wyjściowym, Spółka mogła posiadać wytworzony we własnym zakresie znak towarowy. Jak zostało wyżej wskazane, jego wartość podatkowa równa była 0 złotych (gdyż został wytworzone we własnym zakresie). Natomiast, wartość rynkowa tego znaku równie dobrze mogła wynosić 100 milionów złotych (w przypadku Play, wartość ta mogła być jednak znacznie wyższa, skoro sama oszczędność podatkowa wyniosła 188 milionów złotych, a jest to roczna kwota oszczędności, czyli może być to zaledwie 19% z 1/5 wartości rynkowej znaków towarowych).

Optymalizacja podatkowa na znaku towarowym – krok po kroku

W pierwszym kroku, Spółka wnosiła aportem, po cenie rynkowej znak towarowy do innej spółki. Pomimo że znak towarowy wnoszony był po wartości rynkowej, to Spółka obejmowała udziały o wartości minimalnej (5 tysięcy złotych). Podatek dochodowy z tytułu objęcia udziałów, Spółka wnosząca znak płaciła ówcześnie od wartości nominalnej obejmowanych udziałów, a nie od wartości rynkowej wkładu (pozostała kwota wartości rynkowej tworzyła agio – była przeznaczana na kapitał zapasowy).

Jest to punkt kluczowy, gdyż znak już w księgach był wykazywany w wartości rynkowej – kwestią było tylko doprowadzenie do jego amortyzacji od tej wartości. Póki co, w spółce, która wydała udziały w wysokości 5 tysięcy złotych, zgodnie z brzmieniem przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, znak towarowy mógł być amortyzowany od wartości ograniczonej do wartości nominalnej wydanych udziałów w zamian za wkład niepieniężny (czyli wciąż 5 tysięcy złotych, a nie 100 milionów złotych).

Należało zatem przejść do drugiego kroku. W spółce, która wydała udziały w wysokości 5 tysięcy złotych w zamian za znak w wysokości 100 milionów złotych „budowało się” przedsiębiorstwo lub jego zorganizowaną część – wynajmowano lokal, zatrudniano pracowników, zakładano rachunek bankowy, czy zawierano umowy na kompleksową obsługę przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części.

W momencie, w którym przedsiębiorstwo lub jego zorganizowana część już powstała, przechodziło się do trzeciego kroku – wniesienia tego przedsiębiorstwa do kolejnej spółki w zamian za wydanie udziałów w wartości rynkowej takiego przedsiębiorstwa (tutaj już 100 milionów złotych). Objęcie udziałów w zamian za aport przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części zwolnione było (i nadal jest) z podatku dochodowego od osób prawnych.

Po co przeprowadzało się trzeci krok? Celem podniesienia wartości nominalnej wydanych udziałów w zamian za aport przedsiębiorstwa. Tym samym, znak towarowy można już było amortyzować nie od kwoty 5 tysięcy złotych (tyle bowiem udziałów wydano w spółce, do której w pierwszej kolejności przekazano znak towarowy), ale od kwoty 100 mln złotych (tyle bowiem wydano udziałów w ostatniej spółce).

Ostatnim już krokiem było udzielenie licencji przez trzecią spółkę (będącą teraz właścicielem znaku i jego amortyzującą ) do spółki pierwszej (która ten znak wytworzyła i nadal wykorzystuje w bieżącej działalności operacyjnej). W sytuacji, w której wartość rynkowa znaku wynosiła 100 milionów złotych, roczne odpisy amortyzacyjne, które można już było zaliczać do kosztów uzyskania przychodów wynosiłyby 20 milionów złotych. Tym samym na łączną kwotę roczną 20 milionów złotych można było ustalić opłaty licencyjne tak aby nie płacić podatku dochodowego. Spółka pierwsza uiszczała te opłaty licencyjne spółce trzeciej, tym samym obniżając swoje opodatkowanie w roku o kwotę 3.8 mln złotych (tyle bowiem wynosi 19% z 20 mln złotych). Spółka trzecia, która amortyzowała znak wprawdzie uzyskiwałaby przychód w wysokości rocznej 20 mln złotych (z tytułu otrzymania opłat licencyjnych), niemniej przychód ten pomniejszany byłby o koszty jego uzyskania w postaci amortyzacji znaku towarowego. Podatku dochodowy nie wyszedłby.

Urząd Skarbowy może teraz starać się podważyć sensowność całej operacji na znakach towarowych korzystając z klauzuli przeciwdziałającej unikaniu opodatkowania.

Optymalizacja podatkowa na znaku towarowym – ryzyko prawne

Wprawdzie każdy z poszczególnych szczebli operacji był zgodny z ówcześnie obowiązującym prawem, w dodatku, zgodnie z panującą praktyką wtedy praktyką, potwierdzonym wydaną przez Dyrektora Izby Skarbowej interpretacją indywidualną, tak teraz urząd może starać się dowieźć, że jedynym sensem tych operacji było wyłącznie umożliwienie amortyzacji podatkowej znaku towarowego, a tym samym doprowadzenie do sytuacji, w której płaciło się niższy podatek dochodowy. Wprawdzie, na ten moment, nie słychać, aby klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania miała faktycznie być wykorzystywana przez fiskusa, niemniej zgodnie z założeniem ustawodawcy, który zamierzał objąć ją także zdarzenia, których skutki podatkowe nastąpiły także po wejściu w życie klauzuli, nie można wykluczyć, że organ podatkowy faktycznie po nią sięgnie. Istnieje zatem realne ryzyko, że za jakiś czas, po długotrwałej walce w ramach postępowania podatkowego oraz sądowo-administracyjnego, dojdzie do sytuacji, w której podatnik będzie zobowiązany zwrócić, wraz z odsetkami, uzyskane korzyści podatkowe. Inwestorzy mogą mieć zatem powody do obawy.

***

fot. Fabian Blank (unsplash.com)