„Nigdy nie sądziłam, że naszym ogromnym problemem staną się wszechobecne plagiaty” – napisała na swoim fanpage’u założycielka polskiej marki ŁAP NAS. Kopiowanie prac i nieuczciwe naśladownictwo to w branży modowej codzienność. Polskie marki coraz częściej doświadczają tego na własnej skórze. Ich projekty można znaleźć w popularnych serwisach aukcyjnych, ale także w dużych sieciach. Ostatnio przekonali się o tym właściciele marek Local Heroes, ŁAP NAS czy YEAH BUNNY.

Plagiat w modzie – LPP S.A. z oskarżeniami

Najpierw w kierunku jednej z największych polskich sieci odzieżowych, swoje oskarżenia skierowała była już współwłaścicielka Local Heroes, Areta Szpura, zamieszczając na swoim profilu zdjęcia przypinek oferowanych przez markę Reserved. Przypinki łudząco nawiązywały do prac stworzonych przez Local Heroes. Reakcja ze strony LPP S.A. była szybka, ostatecznie produkt wycofano, a z projektantkami zawarto porozumienie.

Podobny problem spotkał ŁAP NAS i YEAH BUNNY. W przypadku pierwszej z marek zarzuty o skopiowanie projektu koszulki padły w kierunku marki Sinsay, w przypadku drugiej oskarżenia zostały skierowane do marki Cropp. Tutaj jednak sprawa nie zakończyła się ugodą. Pomimo początkowej chęci polubownego zakończenia sprawy, LPP S.A. ostatecznie wycofało się z rozmów z ŁAP NAS.

W przypadku marki YEAH BUNNY kontaktu ze strony LPP S.A. nie było. – Z doświadczenia wiemy, że gdy wprost nie jest naruszone prawo do znaku towarowego to sprawa może ciągnąć się w nieskończoność – przyznaje Kacper Kuziora z YEAH BUNNY.

Plagiat w modzie – siła w mediach społecznościowych

Wszystkie trzy wspominane wcześniej marki, informację o kopiowaniu swoich prac zamieściły na portalach społecznościowych. Dzięki temu wiadomość trafiła do rzeszy klientów marki, którzy wyrazili swoje oburzenie w stosunku do praktyk stosowanych przez sieć LPP S.A. W efekcie, w szczególności w stosunku do dużych i popularnych marek takich jak Local Heroes, reakcja ze strony LPP S.A. była natychmiastowa. Nieco trudniej mają mniejsze marki, których rozpoznawalność na rynku nie jest jeszcze tak duża. Tutaj często potrzebne są dodatkowe działania. W takiej sytuacji w pierwszej kolejności należy wezwać dany podmiot do zaniechania naruszeń, jeśli takie wezwanie nie odniesie skutku, pozostaje droga sądowa, która w tym przypadku może okazać się dość trudna.

Plagiat w modzie – cienka granica

W momencie, gdy dany projekt nie jest zarejestrowany jako wzór przemysłowy lub nie wykorzystuje znaku towarowego, projektanci mogą dochodzić swoich praw w oparciu o ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W tym wypadku konieczne będzie jednak wykazanie, że mamy do czynienia z utworem zależnym (opracowaniem cudzego utworu), a nie z inspiracją, która na gruncie prawa autorskiego jest dozwolona. Przypomnijmy, prawo autorskie, wyróżnia trzy rodzaje utworów:

  • utwór samoistny, stworzony od początku do końca przez danego autora;
  • utwór samoistny, ale inspirowany inną twórczością;
  • utwór niesamoistny, stanowiący opracowanie innego utworu.

Jaka jest różnica pomiędzy inspiracją – utworem samoistnych, a opracowaniem – utworem niesamoistnym? Odpowiem odwołując się do orzecznictwa Sądu Najwyższego. W jednym z dawnych wyroków* Sąd Najwyższy wyjaśnił, że

„za kryterium rozgraniczające dzieło inspirowane od dzieła zależnego należy uznać takie twórcze przetworzenie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte”.

Utworem zależnym (niesamoistnym) będzie – przykładowo – stworzenie takiego projektu, który wprowadza tylko nieliczne zmiany w kolorystyce czy kompozycji do tzw. utworu pierwotnego.

Plagiat w modzie – twórczość paralelna

W branży modowej może pojawić się również problem z tzw. twórczością paralelną, czyli sytuacją, w której niezależnie od siebie, powstają dwa identyczne lub podobne projekty. Na takie przypadki wskazuje w swoim orzecznictwie z kolei m.in. Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 15 września 1995 r.* wyjaśniając, że

„nie jest plagiatem dzieło, które powstaje w wyniku zupełnie odrębnego, niezależnego procesu twórczego, nawet jeżeli posiada treść i formę bardzo zbliżoną do innego utworu. Możliwe są zatem sytuacje, w których dwóch twórców, niezależnie od siebie, wykorzystuje w utworze ten sam pomysł i opracowuje go przy użyciu bardzo zbliżonych środków artystycznych, zwłaszcza jeżeli dzieła dotyczą tego samego tematu albo tematów bardzo zbliżonych”.

Ocena tego typu twórczości w odniesieniu do prawa autorskiego jest bardzo trudna. W doktrynie pojawiało się kilka koncepcji oceny takich utworów. Pierwsza z nich dotyczy poziomu prawdopodobieństwa powstania dzieła identycznego lub podobnego, druga oceny poziomu swobody twórczej autora, na ile jego projekt zależał od samego twórcy, a w jakiej części był on efektem zewnętrznych czynników, np. wytycznych czy użytych środków technicznych.***

Należy przy tym pamiętać, że ochronie prawa autorskiego nie podlegają pomysły na dany projekt czy wizje artystyczne. Dodatkowo warto przypomnieć o tzw. domenie publicznej, a więc elementach, które nigdy nie podlegały ochronie na gruncie prawa autorskiego lub nie podlegają ochronie ze względu, np. na upływ czasu. Do takich zaliczamy m.in. zjawiska przyrody, motywy bajek ludowych czy znane od dawne formy przestrzenne. Tego typu elementy, nawet gdyby zostały zaczerpnięte z dzieła innego twórcy, nie będą wpływały na kwalifikację utworu.

Plagiat w modzie – skuteczna ochrona

„Polskie prawo nie sprzyja projektantom” – powiedziała w wywiadzie dla serwisu Lookreatywni.pl Zuzanna Wachowiak, współwłaściciela marki Bizuu (cały wywiad Kreatywnie o biznesie #6: Bizuu – prawo nie sprzyja projektantom przeczytacie tutaj). Podobne odczucia mają inni projektanci. Walka z nieuczciwym naśladownictwem to często walka z wiatrakami. – Mamy bardzo dużo przykładów takich naruszeń – wskazuje Kacper Kuziora. – Cropp, Bershka – wszystkie już miały ubrania i akcesoria „inspirowane” naszymi wzorami – dodaje.

Wniosek? Warto możliwie jak najwcześniej zadbać o bezpieczeństwo swojej marki korzystając zarówno z możliwości prawa autorskiego, jak i prawa własności przemysłowej. Chcąc zapewnić sobie najmocniejszą ochronę projektanci coraz częściej rejestrują logotypy swoich marek czy wykorzystywane hasła jako znaki towarowe a projekty jako wzory przemysłowe. W ten sposób nie tylko uzyskują silniejszą ochronę swojej własności intelektualnej, ale i wzmacniają rynkowo swoją markę oraz ułatwiają sobie egzekwowanie praw w przypadku ewentualnych naruszeń. Więcej na temat rozwiązań dla branży modowej przeczytacie w moim poprzednim wpisie zatytułowanym Ochrona mody. Poznaj skuteczne rozwiązania dla branży fashion.

***

*wyrok SN z 23 czerwca 1972 roku, sygn. akt I Cr 104/72;

**wyrok SA w Warszawie z 15 września 1995 roku, sygn. akt I ACr 620/95;

***por. P. Łada, „Sztuka a prawo autorskie. Wybrane zagadnienia”, 2014;