W dzisiejszych czasach niemal niemożliwym jest spotkanie osoby, która nie znałaby marki Apple, a widząc logo nadgryzionego jabłuszka, nie kojarzyłaby go z gigantem z Cupertino w Kalifornii. Każdego dnia widzimy na ulicach, w autobusach czy w kawiarniach ludzi zaciekle esemesujących na swoich iPhone’ach, czytających książki na iPadach lub pracujących na srebrnych Macbookach. 

Wielki Apple

Jak grzyby po deszczu w sieci powstają kolejne strony internetowe w całości poświęcone sprzętom i programom marki Apple, a streamowane na żywo konferencje Apple, na których prezentowane są nowości z logiem jabłka, stały się już powszechnie oczekiwanymi wydarzeniami medialnymi.

Czas potwierdzić to, co oczywiste: tak, Apple jest wielki. Kalifornijska spółka posiada zapewne tyle samo zagorzałych wielbicieli, co przeciwników. Nie zmienia to jednak faktu, że dziecko Steve’a Jobsa, Steve’a Wozniaka i Ronalda Wayne’a (założycieli spółki w 1976 roku) jest obecnie jednym ze światowych gigantów branży elektroniki czy nowych technologii i nikt temu nie zaprzeczy.

Apple a ochrona własności intelektualnej

Bycie „jednym z wielkich” współczesnego świata nowych technologii jednak do czegoś zobowiązuje i wydaje się, że spółka Apple ma tego pełną świadomość. Konkurencji na rynku nie brakuje, a tempo w wyścigu o tytuł prekursora innowacji nie zwalnia. W tej potyczce niezwykle często używaną bronią, której warto poświęcić chwilę jest ochrona własności intelektualnej, w szczególności pod postacią znaków towarowych i patentów. Na tym polu Apple zdecydowanie ma się czym pochwalić, dlatego też warto zwrócić uwagę na najciekawsze i najbardziej kontrowersyjne aspekty obecności własności przemysłowej w działalności spółki z Cupertino. Zaznaczam jednak, iż wybór spraw jest wyborem totalnie subiektywnym. Przykładów można by podać znacznie więcej, ale wyszła by z tego niemałej grubości książka, dlatego też postanowiłam tutaj jedynie „naświetlić” parę problemów.

Znaki towarowe na pierwszym planie

Na swojej stronie internetowej (www.apple.com/legal/intellectual-property/trademark/appletmlist.html) Apple wymienia chronione znakami towarowymi wyrazy, frazy, czy symbole i formy graficzne, które wyróżniają produkty spółki. Zaznacza się jednak, że lista ta, zawierająca ponad 250 znaków, jest niewyczerpująca. Wyliczenie dokładnej ich ilości byłoby z pewnością zadaniem żmudnym, ale warto podkreślić samą skalę aktywności Apple w tym obszarze.

Ochrona znakiem towarowym takich nazw, jak Apple, iTunes czy iPhone nikogo nie dziwi. Objęcie ochroną przestrzennym znakiem towarowym wystroju stacjonarnego sklepu Apple może już wzbudzać szereg kontrowersji. Pomimo pewnych trudności na terenie Europy (odmowa rejestracji przez urząd patentowy Niemiec projektu wystroju sklepu jako znaku towarowego w 2013 roku) firmie Apple udało się uzyskać międzynarodową ochronę dla tego, skąd inąd nietypowego „produktu”. Jak jednak stwierdził Europejski Trybunał Sprawiedliwości w swoim wyroku z dnia 10 lipca 2014 roku w sprawie o sygnaturze C- 421/13:

przedstawienie w formie zwykłego rysunku bez wskazania rozmiaru ani proporcji zagospodarowania powierzchni sprzedażowej towarów może być zarejestrowane jako znak towarowy w odniesieniu do usług polegających na świadczeniach związanych z owymi towarami, jednak niestanowiących integralnej części ich wprowadzenia do obrotu, pod warunkiem że umożliwia ono odróżnienie usług zgłaszającego od usług innych przedsiębiorstw.

Apple już nie po raz pierwszy utarło niedowiarkom nosa, pokazując, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czasem jednak pewnych przeszkód nawet gigant z Cupertino nie może pokonać.

Ach, Ci problematyczni Niemcy!

Każdy posiadacz smartfona wie, czym jest tzw. swipe to unlock, czyli prosty mechanizm umożliwiający odblokowanie ekranu telefonu za pomocą jednego pociągnięcia palcem. Po raz pierwszy pojawił się on w iPhone’ach w 2007 roku, jednak (jak się później okazało) stosowany był już wcześniej przez innych producentów. To jednak Apple postanowiło w 2011 roku opatentować wynalazek najpierw w USA, a następnie także poza granicami kraju. Niestety, w Europie opisywany patent nie zyskał takiego uznania, jak w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, znowu na przeszkodzie kalifornijskiemu gigantowi stanął nikt inny, jak niemiecki wymiar sprawiedliwości.

W 2015 roku Federalny Trybunał Sprawiedliwości Niemiec (niem. Bundesverfassungsgericht) uznał europejski patent na technologię slide to unlock za nieważny, jako, że nie można było mu przyznać poziomu wynalazczego zgodnie z art 56 Konwencji o patencie europejskiej (tzw. konwencja monachijska).

Zgodnie ze zdaniem pierwszym tego artykułu:

wynalazek uważa się za wykazujący poziom wynalazczy, jeżeli dla specjalisty w danej dziedzinie nie wynika on w sposób oczywisty ze stanu techniki.

Pytanie dlaczego nie można za taki wynalazek uznać patentowanego slide to unlock Apple’a? Odpowiedź jest prosta – ktoś już wpadł wcześniej na pomysł odblokowywania ekranu telefonu za pomocą jednego pociągnięcia palcem. Była to szwedzka firma Neonode, która wykorzystywała w swoich telefonach mechanizm slide to unlock zanim jeszcze pierwsze iPhone’y pojawiły się na rynku. Niestety, na tym polu Apple poniosło sromotną porażkę…

Kto mieczem wojuje…

Mówiąc o roli własności przemysłowej w polityce Apple, nie można pominąć niezwykle popularnego obecnie tematu tzw. wojen patentowych. Pod tym zgrabnym pojęciem kryje się nic innego, jak rywalizacja producentów chronionych patentami rozwiązań na relewantnym rynku. Co ciekawe, to zjawisko stało się charakterystyczne i powszechne właśnie pośród podmiotów z sektora nowych technologii i komunikacji. Każda z firm takich, jak choćby Motorola, Samsung, Microsoft, Google czy tytułowy Apple była stroną co najmniej jednego postępowania dotyczącego ochrony patentowej. Niektóre (o ile nie większość) z nich uczestniczą w powyższych postępowaniach także obecnie.

O aktywności spółki z Cupertino na tym istnym polu bitwy, jakim jest obecnie rynek patentowanych nowych technologii, można byłoby napisać obszerną książkę. Ba, samej ciągnącej się od 2010 roku wojnie Apple z Samsungiem, która była i jest wojną o wszystko – od design’u po oprogramowanie tabletów i telefonów obu firm, można poświęcić parę długich rozdziałów. Rzecz w tym, iż ogrom toczących się postępowań i istnych przepychanek między właścicielami patentów chroniących technologie wywołuje konsternację przeciętnych konsumentów.

Wszyscy zaczynamy gubić się, próbując ustalić kto jest naruszycielem, ilu i jakich praw własności przemysłowej. Proste pytanie – kto jest w sporze tym dobrym, a kto tym złym – jest obecnie nieadekwatne do sytuacji. Odpowiedź jest jedna – w tych sporach nie ma ani dobrych, ani złych. Każdy walczy o przetrwanie i miano giganta rynku nowych technologii, a wykorzystywanie do tego celu posiadanych praw własności intelektualnej wydaje się być do tego idealną bronią. Bronią, którą Apple włada z zadziwiająco dobrym rezultatem (mając na uwadze choćby kontrowersje wokół rejestracji projektu wystroju wnętrza sklepu Apple, jako znaku towarowego).

Sztab prawników „jabłuszka” musi niestety pamiętać o pewnym starym powiedzeniu, iż kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Spółka przekonała się o tym niedawno, w lutym tego roku, kiedy to gigant z Cupertino został uznany przez amerykański sąd naruszycielem (m.in. poprzez aplikacje iMessage i FaceTime) czterech patentów innej spółki, VirnetX. Kara finansowa nałożona na giganta z Cupertino również była bardzo dotkliwa – majątek Apple zubożał o, bagatela, 626 milionów dolarów.

Quo vadis, Apple?

Jaki z tej historii płynie morał? Drużyna prawników z Apple ma teraz nad czym główkować, obmyślając nową, ulepszoną strategię działania. Nawet, dotychczas niezwykle liberalne, sądy amerykańskie zaczynają uważniej przyglądać się działaniom spółki. W obecnej sytuacji pozostaje nam tylko zapytać, quo vadis, Apple? i czekać na dalszy rozwój wydarzeń.

***

Autorka tekstu:

Aleksandra Kozak – świeżo upieczona absolwentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała też na KU Leuven w Belgii oraz Ludwig-Maximilians-Universität w Monachium. Pasjonatka międzynarodowego prawa własności intelektualnej i nowych technologii – jej praca magisterska Nadużycie pozycji dominującej przez dysponenta Standard Essential Patent na przykładzie spraw Samsung i Huaweii została wyróżniona przez Ministra Gospodarki w konkursie UPRP na najlepszą pracę naukową na temat własności intelektualnej. Uczestniczka zajęć szkoły IP przy Centrum Praw Własności Intelektualnej im. Hugo Grocjusza. Obecnie odbywa staż w Komisji Europejskiej w Brukseli, gdzie zajmuje się prawem autorskim i prawem medialnym.

Fot.: Apple Store, Håkan Dahlström, CC BY SA