Książki, gry video, komiksy, filmy i seriale, nośniki fikcyjnych światów napędzanych przygodami fikcyjnych bohaterów. Niektórym z nich udaje się przebić do masowej wyobraźni i – z niewielką pomocą marketingowców – zagościć na koszulkach i w seriach figurek. Brylowanie w popkulturze to jednak nie tylko blichtr, ale spory o ojcostwo sukcesu oraz zastępy niecnych naśladowców. Czy twórcy herosów masowej wyobraźni mają nad tymi ostatnimi tylko przewagę moralną, czy również prawną?

Prawna ochrona postaci fikcyjnych

Intuicyjnie prawo autorskie wydaje się najlepszym narzędziem do ochrony takich kreacji intelektualnych, ale czy twórcy automatycznie przysługuje monopol na każdej postaci, którą stworzy? Samo rozumienie „postaci fikcyjnej” jest w istocie bardzo szerokie. Dobrze ilustruje to wygrana DC Comics z właścicielem warsztatu produkującego repliki specyficznych pojazdów, w tym nawiązujących do Batmobila. W ocenie sądu ten ikoniczny pojazd nabrał cech uprawniających do objęcia samodzielną ochroną. Mimo że Batmobil nie jest identyczny w każdym komiksie bądź filmie, to jest rozpoznawalny między innymi przez zastosowanie pewnych powtarzalnych motywów wizualnych, takich jak kratownica czy spojler, wyposażenie w zaawansowane gadżety techniczne i broń. To w zasadzie wystarczyłoby do wydania wyroku, ale sąd poszedł o krok dalej przypisując Batmobilowi wprost status superbohatera o osobowości, którą kształtują takie atrybuty jak szybkość, siła, przebiegłość, nieuchwytność [1].

Prawna ochrona postaci fikcyjnych a parodia

Postać fikcyjną możemy rozpatrywać głównie pod kątem jej odwzorowania graficznego, oznaczenia pod jakim występuje oraz charakterystyki. Graficzna wizja postaci budzi najmniej wątpliwości, ponieważ podlega ochronie jako dzieło plastyczne. Prawo nie stoi na przeszkodzie narysowaniu postaci, która będzie wyraźnie nawiązywała do innego bohatera, jednocześnie nie przejmując z niego elementów twórczych (inspiracja), lecz bezpośrednie przejęcie jej wyglądu zewnętrznego lub korzystanie z wersji w pewnym stopniu przerobionej (opracowanie) jest niedopuszczalne. Przekonała się o tym grupa twórców komiksów, którzy celowo sprowokowali The Walt Disney Company wydając komiks „The Air Pirates Funnies”, w którym sparodiowani milusińscy z uniwersum Disney’a (m.in. Myszka Miki, Trzy Małe Świnki i Wilk Bardzozły) prowadzą się odmienne niż w oryginale – palą, biorą narkotyki i przeklinają [2].

2097808-airpirates1_01
air-pirates

Przeciwnie rzecz się ma z nazwą własną bohatera – tylko sporadycznie będzie miała autonomiczną wartość twórczą, na przykład współtworząc poetykę utworu jak bohaterowie dzieł Witkacego lub smok Jabberwocky z poematu Lewisa Carolla.

Prawna ochrona postaci fikcyjnych a reszta dzieła

Co jednak z charakterystyką postaci w oderwaniu od fabuły utworu? Przeważnie bohaterów fikcyjnych poznajemy dopiero wraz z rozwojem opowieści, sekcjonując i scalając rozproszone zdania opisujące poszczególne cechy, wnioskując na podstawie podejmowanych przez nich działań, kultywowanych zwyczajów, przeżyć wewnętrznych. Ten obraz jest o tyle kompletny, o ile twórca uznał to ważne dla fabuły albo przyjętej stylistyki, lecz im mniej będzie on oryginalny, tym mniejsze szanse są na uzyskanie wyłączności. Oryginalność danej postaci ocenia się przez jej porównanie ze schematami postaci stosowanymi w danej konwencji i tradycji literackiej, ale również ze wzorami osobowymi występującymi w rzeczywistości pozaliterackiej. Podkreślono to już w rozstrzygnięciu przełomowego procesu z roku 1930, którego przedmiotem była sztuka zatytułowana „Abie’s Irish Rose”. Osią fabuły był związek syna zamożnego żydowskiego handlarza i córki irlandzkiego farmera. Młodzi utrzymywali swoich konserwatywnych ojców w błędzie co do pochodzenia etnicznego i wyznania wybranków serca. Kiedy prawda wychodzi na jaw ojcowie wyrzekają się swoich dzieci, a poruszenie w ich sercach – i szczęśliwy finał – przynoszą dopiero narodziny wnuków.

Na kanwie podobnej opowieści studio Universal wyprodukowało film „The Cohens and The Kellys”. Tu z kolei mamy dwie ubogie, sąsiadujące ze sobą rodziny – żydowską i irlandzką. Niespodziewanie pierwsza z rodzin dziedziczy fortunę i wyprowadza się. Tym razem wątek romansowy łączy sekretnie żydowską córkę i irlandzkiego syna. Szczęśliwy finał zapewniają – tradycyjnie już – wnuki. Oddalając powództwo o naruszenie praw autorskich amerykański sąd odwołał się do przykładu bohaterów sztuki Szekspira „Wieczór Trzech Króli” – Sir Toby’ego Belch’a or Malvolio. Gdyby przyznać im ochronę – wywodził sąd – nikt nie mógłby posługiwać się takimi stereotypowymi postaciami. Prototypy postaci są zbyt zgeneralizowane aby mogły stanowić przedmiot ochrony prawnoautorskiej i nie podlegają one ochronie tak samo jak teoria względności Alberta Einsteina bądź teoria o pochodzeniu gatunków Karola Darwina.

Postać fikcyjna może być objęta ochroną, niezależnie od fabuły dzieła macierzystego, pod warunkiem, że będzie wystarczająco wyraźnie nakreślona.

Ostatecznie sąd podkreślił, że:

im słabiej postać jest rozwinięta, tym mniejsze szanse na objęcie jej ochroną prawnoautorską, co jest swoistą karą dla autora [3].

Standard wypracowany w omówionej sprawie trudno uznać za jednoznaczny. Problem został więc podjęty ponownie, tym razem na kanwie sporu o postać detektywa Sama Spade z powieści „Sokół Maltański”. Tym razem sąd położył nacisk na rolę, jaką w dziele odgrywa dana postać. Mianowicie, należy dokonać oceny, czy fikcyjny bohater tworzy opowiadaną historię, czy też jest tylko pionkiem w fabularnej grze [4].

Spory o słynne postacie fikcyjne

Wielowymiarowość (nazwa, wizerunek, charakter) fikcyjnych bohaterów zgrabnie uchwycono przy okazji starcia pomiędzy Neilem Gaimanem a Toddem McFarlane – współautorami komiksu „Spawn”. Początkowo obydwaj panowie pracowali nad serią wspólnie. McFarlane był ilustratorem, podczas gdy Neil Gaiman sugerował cechy charakteru i opracował generalną linię fabularną. Kiedy ich drogi się rozeszły a Todd McFarlane z sukcesem wydawał kolejne zeszyty, Neil Gaiman wytoczył powództwo o uznanie jego współautorstwa do postaci występujących w komiksie, zwłaszcza Angeli, księcia Nicholasa Cogliostro i Medieval Spawn’a. Sąd zauważył, że co prawda na podstawie samego tylko słownego opisu postaci te można by uznać za postaci stereotypowe, ale w połączeniu z nazwą oraz graficznym wizerunkiem spełniają one wymogi objęcia ochroną prawa autorskiego.

Z drugiej jednak strony bez wkładu powoda – samodzielnie niebędącego utworem – rzeczona postać byłaby chroniona jedynie na płaszczyźnie graficznej. W konsekwencji sąd uznał obydwu artystów za współautorów [5]. W podobnym tonie wypowiedział się w ostatnim czasie również niemiecki Federalny Sąd Najwyższy w procesie wytoczonym przeciwko jednej z sieci handlowych, która sprzedawała kostium karnawałowy Pippilotty Viktualii Rollgardiny Pfefferminz Efraimstochter Langstrumpf. Sąd przyjął, że autorka tej postaci stworzyła niepodrabialną osobowość poprzez kombinację wyraźnych cech charakteru i szczególnych cech zewnętrznych i dlatego pod pewnymi warunkami zasługuje ona na ochronę [6].

Ochrona „Lolity” Nabokova a niedookreśloność bohatera literackiego

W większości przypadków charakter postaci fikcyjnej nie będzie miał wyraźnie wyznaczonych konturów, bohater będzie otwarty na rozwinięcie i reinterpretacje. Wygląd zewnętrzny bohaterów powieści graficznych albo filmów nie jest wcale bardziej jednoznaczny, ponieważ im dłużej są oni eksploatowani, tym większa szansa na zatracenie początkowej spójności aparycji. Dobrym przykładem są superbohaterowie dźwigający na barkach nie tylko losy świata, ale też różne koncepcje przyjmowane przez kolejnych ilustratorów, scenarzystów i reżyserów (z tego powodu tworzone są tzw. biblie postaci).

Konsekwencje takiej niedookreśloności bohatera literackiego ciekawie obrazuje spór toczący się między spadkobiercami Władimira Nabokova a Pia Perrą – autorką fabularyzowanego pamiętnika Lolity. Z jednej strony sporna powieść stanowiła rozwinięcie postaci samej Lolity, która u Nabokova odgrywa rolę raczej drugoplanową. Spojrzenie na fabułę „Lolity” jej oczyma pozwoliło w innym świetle przedstawić zarówno Humberta Humberta (jest on tam narratorem), jak i wzbogacić biografię Lolity o okres sprzed poznania Humberta. Tłumacząc dopuszczalność takich uzupełnień autora pamiętników wskazała, że sam Nabokov (za pośrednictwem narratora) przyznawał, że nie ma pojęcia, co dzieje się w głowie nastolatki [7].

Charakterystyka Sherlocka Holmesa znalazła się w centrum sporu pomiędzy Conan Doyle Estate Ltd. redaktorem zbioru nowel po tytułem „A Study in Sherlock: Stories Inspired by the Sherlock Holmes Canon”. W uproszczeniu na terytorium USA prawa autorskie do pierwszych książek o słynnym detektywie już wygasły, zaś do pozostałych jeszcze nie. Redaktor tłumaczył, że już w powieści wydane przed graniczną datą wystarczająco charakteryzowały Sherlocka Holmesa i jego metody działania. Postać ta znajduje się już w domenie publicznej bez względu na fakt, że w dalszych, wciąż objętych ochroną opowiadaniach, Doyle bazował na tej postaci. Uprawnieni z tytułu praw autorskich do spuścizny pisarza argumentowali, że prawa autorskie do Sherlocka Holmesa mogą wejść do domeny publicznej dopiero gdy wygasną prawa autorskie do późniejszych dzieł, które ujawniają „pełną złożoność” tej postaci [8].

Prawna ochrona postaci fikcyjnych a rzeczywistość

Naturalnie w większości przypadków motorem napędowym sporu nie będzie wizja artystyczna danej postaci, ale jej siła marketingowa

– to zdawało się być osią sporu o wykorzystanie w reklamie sieci komórkowej znanej z serialu „Czterdziestolatek” kobiety pracującej. Skłania to niektórych dysponentów praw autorskich do zawłaszczania szerokiej przestrzeni wokół ich bohatera, nieraz ze szkodą dla swobody twórczej osób trzecich- między innymi autorów fan fiction. Może przy tym umknąć, że samo potwierdzenie zdolności prawnoautorskiej pewnego wytworu intelektualnego nie przesądza jeszcze, że przejęcie z niego dowolnego aspektu doprowadzi do naruszenia monopolu prawnoautorskiego. Musi bowiem dojść do przejęcia twórczej istoty oryginału, a ta w przypadku postaci fikcyjnych jest trudna do uchwycenia.

***

[1] DC Comics v. Towle, 2013 WL 541430, F. Supp. 2d (C.D. Cal. Feb. 7, 2013).

[2] Walt Disney Productions v. Air Pirates, 581 F.2d.

[3] Anne Nichols v. Universal Pictures, 45 F.2d 119 (2d Cir. 1930).

[4] Warner Bros. Pictures, Inc. v. Columbia Broad. Sys. Inc., 216 F.2d (9th Cir. 1954).

[5] Gaiman v. McFarlane, 360 F.3d 644, 660 (7th Cir. 2004).

[6] Wyrok Federalnego Sądu Najwyższego (BGH) z dnia 17 lipca 2013 roku, sygn. I ZR 52/12, MIR 2014, Dok. 006.

[7] Por. J. Vaingurt, Unfair Use: Parody, plagiarism, and other suspicious practices in and around Lolita, „Nabokov Online Journal”, t. V, 2011.

[8] Orzeczenie dostępne pod adresem http://cases.justia.com/federal/appellate-courts/ca7/14-1128/14-1128-2014-06-16.pdf?ts=1411046092

***

Zdjęcie pochodzi z banku zdjęć Fotolia