Szybki rozwój sztucznej inteligencji to temat, który budzi wiele kontrowersji (nie tylko) z prawnego punktu widzenia. W ostatnich latach nastąpiły ogromne zmiany w rozwoju sztucznej inteligencji. O ile nie dziwi fakt, że roboty już są i będą w przyszłości wykorzystywane do wykonywania powtarzalnych, wymagających niewielkiej mocy obliczeniowej zadań, o tyle wykorzystywanie sztucznej inteligencji do pracy twórczej budzi wiele pytań i kontrowersji natury zarówno społecznej, jak i prawnej.

O sztucznej inteligencji z punktu widzenia prawa autorskiego miałam przyjemność porozmawiać z dr Damianem Flisakiem – radcą prawnym specjalizującym się w prawie autorskim, współautorem i redaktorem komentarza do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zapraszam do lektury 🙂

Sztuczna inteligencja z prawnego punktu widzenia

Magdalena Miernik: Zacznijmy od wyjaśnienia, czym jest sztuczna inteligencja z prawnego punktu widzenia?

Dr Damian Flisak: Jako prawnicy musimy siłą rzeczy posługiwać się pewnymi uproszczeniami. Na użytek dyskusji prawniczej wystarczające jest według mnie rozumienie sztucznej inteligencji jako zdolności cyfrowych maszyn do naśladowania, imitowania ludzkiej inteligencji dzięki wykorzystaniu zaimplementowanego w nich oprogramowania. Odnosząc się do realiów, w których żyjemy, sztuczną inteligencją nazywa się  – chyba jednak trochę na wyrost – rozbudowane algorytmy wyposażone w zdolność uczenia się. Tzw. mocna sztuczna inteligencja, przez którą rozumie się humanoidalne byty wyposażone w coś na kształt świadomości swojego istnienia, jest wciąż bardziej domeną filmów niż rzeczywistości. Tak na marginesie, określenie „sztuczna inteligencja” jest oksymoronem, jeśli uznamy że cecha inteligencji jest przymiotem ludzkim.

M: Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, a ochrona przysługuje twórcy. Zgodnie z prawem autorskim domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu. Nie ulega zatem wątpliwości, że prawo autorskie przysługuje człowiekowi-twórcy. Czy również kreacje sztucznej inteligencji mogłyby zostać uznane za przedmioty prawa autorskiego?

Dr Damian Flisak: No właśnie dotknęła Pani sedna dyskusji: czy zjawisko tworzenia jest zarezerwowane dla człowieka? Nie ma przecież wątpliwości, że obiektywne cechy wytworów sztucznej inteligencji mogą z powodzeniem spełniać kryteria stawiane twórczości w rozumieniu prawa autorskiego. Obecnie maszyny są w stawie stworzyć, albo lepiej: wyprodukować, właściwie dowolne dzieło. Mówimy tutaj nie tylko o prostych grafikach, obrazach, ale również o pisaniu rozbudowanej prozy czy utworach muzycznych utrzymanych w stylistyce rozpoznawalnych kompozytorów. Problem z ich ochroną jednak w tym, że nie pochodzą one z ludzkiej ręki, nawet jeśli w niczym nie ustępują tym ostatnim.

Czy robotowi przysługują prawa autorskie?

M: Czy przykłady chociażby konkursów malarskich, w których uczestnikami są wyłącznie roboty nie stanowi pewnego rodzaju odpowiedzi na istniejący brak regulacji, pewne wskazanie kierunku rozwoju rzeczywistości, za którym prawo i tak będzie musiało wcześniej czy później podążyć? W 2016 r. robot autonomiczny TAIDA zajął pierwsze miejsce w konkursie malarskim RobotArt i otrzymał nagrodę pieniężną za namalowanie portretu Alberta Einsteina. Jury konkursu uznało, że praca robota miała charakter wystarczająco „twórczy” – algorytm samodzielnie decydował o walorach estetycznych tworzonej pracy. Robot mając do dyspozycji jedynie ograniczoną paletę kolorów potrafił właściwie zmieszać farby i stworzyć odpowiednie kolory. Czy taką praca może w przyszłości być uznana za utwór i korzystać z ochrony przewidzianej przez prawo autorskie?

Dr Damian Flisak:  Choć może trudno w to uwierzyć, przepisy prawa autorskiego expressis verbis nie wskazują, że twórczość jest przypisana wyłącznie człowiekowi. Oczywiście, przez dziesiątki lat pracy z tymi przepisami wytworzono tradycję ich odniesienia wyłącznie do człowieka. Przez długi czas nie przyszło nikomu do głowy, że może być inaczej. Choć temat twórczości robotycznej jest dyskutowany od lat 70-tych, niewiele konkretów z tego wynikło. Przecież dopiero niedawno słynny kazus selfie makaka Naruto w Stanach Zjednoczonych zmusił tamtejszy Copyright Office do zajęcia jednoznacznego stanowiska wykluczającego możliwość uznania za utwór dzieł innych niż stworzone przez człowieka.

My w Polsce mamy dodatkowy problem z adaptowaniem się do tej sytuacji. Nasz system bardzo mocno akcentuje pozycję twórcy i potrzebę ochrony jego interesów niematerialnych, związanych ze sferą jego wewnętrznych przeżyć. Jeśli więc, przynajmniej obecnie, odmówimy sztucznej inteligencji przeżywania emocji, nie dostrzegam możliwości objęcia prawnoautorską ochroną tego rodzaju twórczości.

Programista = twórca?

M: Jak ocenia Pan pomysł przyznania praw do efektów pracy twórczej komputera, maszyny lub robota programiście (osobie zarządzającej systemem)?   

Rzeczywiście, to jedna z propozycji, jedna z prób załatania powstałej luki, nazwana pośrednim autorstwem. Zanim jednak pochylimy się na odpowiedzią, komu przyznać prawa, ustalmy, o jakich sytuacjach mówimy. Weźmy za przykład producenta oraz programistę, który otrzymuje polecenie stworzenia oprogramowania zdolnego do naśladowania stylistyki znanego malarza. Zgodnie z postawionym zadaniem programista tworzy algorytm, który jest zdolny wypluć z siebie nowego „Dwurnika”. Efektem pracy naszego algorytmu, który sam w sobie podlega niewątpliwej ochronie prawnoautorskiej, jest zatem pewien obraz. Możemy przy tym założyć, że samo stworzenie epigońskiego obrazu nie narusza praw autorskich tego cenionego malarza. Ochrony stylistyki można by ewentualnie poszukiwać na gruncie dóbr osobistych, ale nie to jest istotą sprawy.

Wracając do przykładu, czy na pewno powstały obraz jest projekcją wyobraźni informatyka? Jest on zapewne zdolnym fachowcem, ale w dziedzinie informatyki. Trudno założyć, aby miał konkretniejsze wyobrażenie dotyczące powstałego dzieła z gatunku plastyki.  Poza tym, produkt jego aktywności, czyli oprogramowanie, już podlega automatycznej ochronie, więc jego twórczy wysiłek został już nagrodzony. W sumie ta sama logika dotyczy producenta, który finansuje i organizuje całe przedsięwzięcie.

Ochrona dla pracy twórczej robota?

Tak naprawdę musimy przyjąć do wiadomości, że obraz jest efektem edukacji maszyny, która do działania potrzebuje algorytmu, podobnie jak człowiek krwi. Uznanie autorstwa którejkolwiek ze wskazanych osób w postaci pośredniej nie znajdzie uzasadnienia także dlatego, że modelowy obraz twórcy zakłada powstanie więzi pomiędzy nim a swoim dziełem. Więź jest tymczasem pochodną emocji ulokowanych w utworze. A w opisanej sytuacji swoiste pośrednictwo programu komputerowego pomiędzy programistą, ewentualnie producentem, a obrazem sprawia, że mówienie o niej byłoby czystą iluzją. W tym momencie zastanówmy się lepiej nad pytaniem poprzedzającym powyższą dyskusję: czy efekt działalności maszyn powinien być w ogóle chroniony szalenie restrykcyjną instytucją bezwzględnych praw podmiotowych?

Wcale nie jestem co do tego przekonany, zwłaszcza gdyby ochrona ta miałaby być realizowana w obecnych ramach prawa autorskiego. Szukanie drogi wyjścia w proproducenckim reżimie sui generis, kombinowanie z traktowaniem takich dzieł jako pożytków oprogramowania, odwoływanie się do regulacji kontraktowych, zabezpieczeń technicznych czy ochrony deliktowej – w mojej opinii takie są możliwe alternatywy. No ale to temat pewnie na inną okazję.

Prawo dla robotów w toku

M: Problem zauważył również Parlament Europejski, który w pierwszej połowie tego roku wydał Komisji Europejskiej zalecenie opracowania kryteriów ochrony „własnej twórczości intelektualnej” komputerów i robotów. Jakie rozwiązania prawne Pana zdaniem zaproponuje Komisja Europejska? 

Dr Damian Flisak: To dobrze, że w Brukseli zauważono problem i postanowiono się nad nim pochylić. Moim zdaniem w najbliższym czasie nie zostanie on jednak rozwiązany. Należy pamiętać, że problemy prawne ze sztuczną inteligencją są bardzo złożone, a rozstrzygnięcie kwestii ochrony prawnoautorskiej stanowi w najlepszym razie przysłowiową wisienkę na torcie. W pierwszej kolejności należy przecież rozprawić się z fundamentalnymi pytaniami o etyczne aspekty powstawania sztucznej inteligencji, wypracować zasady i regulacje prawne dotyczące odpowiedzialności za jej działania, pomyśleć może o usankcjonowaniu jej istnienia poprzez wprowadzenie e-osoby, czego ja akurat nie jestem zwolennikiem. Dopiero w następnej kolejności, w konsekwencji tych ustaleń, można mierzyć się z odpowiedziami na pytanie o ochronę prawną twórczości sztucznej inteligencji. To właściwa chronologia.

(Nie)pewna przyszłość prawa autorskiego

M: Nie ulega wątpliwości, że rozprawienie się z punktu widzenia prawa autorskiego jest i zapewne jeszcze długo będzie prawdziwym wyzwaniem dla polskiego i europejskiego ustawodawcy. Czy Pana zdaniem prawo autorskie w postaci, którą obecnie znamy, przetrwa ten trudny zabieg adaptacji? Czy może czekają nas w przyszłości zmiany fundamentalne i zupełnie „nowe prawo autorskie”?

Dr Damian Flisak: Moim zdaniem prawo autorskie stawiające twórcę-człowieka w centrum będzie stopniowo traciło rację bytu. Wprowadzenie na to podwórko programów komputerowych rozpoczęło ten proces, który nabierze dynamiki. Po prostu zbyt dynamicznych czasów doczekaliśmy, aby mogło się ono ostać w kształcie nadanym w zupełnie innym okresie. Udzielenie prawnowautorskiej ochrony wytworowi działalności twórczej człowieka było przejawem troski o zabezpieczenie bytu twórcy, o stworzenie zachęty do dalszej aktywności twórczej. Już dziś jednak tworzy się zupełnie inaczej, a ekspansja sztucznej inteligencji utrwali jedynie te odmienności.

Osobiście nie obawiałbym się tej rewolucji. Albo inaczej, nie oceniałbym jej z punktu widzenia dobra czy zła. To naturalny proces, konsekwencja zmian cywilizacyjnych, które dzieją się na naszych oczach. W sumie chyba nawet lepiej poddać się tym zmianom niż uparcie ignorować rzeczywistość.

M: Dziękuję za ciekawą rozmowę.

Photo by Alex Knight on Unsplash