Pod koniec września w budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie odbył się finał Startup Hub Warsaw – programu inkubacyjnego dla międzynarodowych talentów high-tech. Program Startup Hub Warsaw wystartował wiosną br., a jego celem było wyłonienie 20 najlepszych startupów regionu Europy Środkowo-Wschodniej, które otrzymały  wszechstronny trening od naukowych, startupowych i inwestycyjnych mistrzów, a ponadto laureat aż 30 000 zł na rozwój projektu. O szczegółach programu opowiadał mi kilka miesięcy temu Maciek Sadowski – współzałożyciel i CEO Startup Hub Poland – fundacji, która była głównym organizatorem programu Startup Hub Warsaw w wywiadzie Kreatywnie o biznesie #7: O znaczeniu IP dla rozwoju startupu.

Podczas finału programu Startup Hub Warsaw miałam okazję nie tylko poznać zwycięzców programu oraz jedne z najciekawszych oraz najprężniej rozwijających się projektów high-tech i bio-tech regionu ale również spotkać wyjątkowe kobiety – założycielki dynamicznie rozwijających się startupów, m.in.: Urszulę Herman (Wójtowicz) z PelviFly oraz Sarę Berent z Neo-Ecology (wywiad z Sarą opublikowałam kilka dni temu, możecie go przeczytać tutaj). Dzisiaj przedstawiam Wam wywiad z Urszulą Herman – pomysłodawczynią projektu PelviFly (na zdjęciu Ula stoi druga od lewej strony). Co founderka jednego najciekawszych projektów programu Startup Hub Warsaw powiedziała mi o swoim pomyśle na startup, roli własności intelektualnej w jego rozwoju oraz o sposobach na komercjalizację swojej własności intelektualnej? Zaraz się dowiecie 🙂

Cześć Ula, jak wytłumaczyłabyś naszym czytelnikom czym zajmuje się projekt PelviFly?

PelviFly jest komplementarnym rozwiązaniem, które pomaga kobietom ćwiczyć mięśnie dna miednicy w domowym zaciszu. Pozwala na to urządzenie (elektroniczny tampon) współpracujący z aplikacją mobilną na telefonie zawierającą plany treningowe oraz umożliwiającą kontakt ze specjalistą. Całość oparta jest o proces medyczny ponieważ ćwiczenia przygotowują i analizują fizjoterapeuci, a w konsultacjach biorą udział ginekolodzy.

z20819977qpelvifly

Kobiety nie idą do lekarza bo się wstydzą mówić o problemach z dnem miednicy, nie zawsze chcą również ćwiczyć w gabinecie. Niezwykle ważna jest również wizualizacja pracy mięśni głębokich co bardzo pomaga na początku, a także szybka informacja zwrotna, istotne porady i wskazówki. W każdym momencie kobieta (a także równocześnie specjalista) widzi efekty ćwiczeń na ekranie telefonu, co daje pewność, że trening wykonywany jest prawidłowo. Zdalna rehabilitacja zapewnia pełną kontrolę nad tym kiedy ćwiczymy i gdzie. Kobiety nie muszą się już wstydzić, a dodatkowo w każdym momencie mogą umówić się na wizytę w naszych certyfikowanym gabinecie ginekologicznym lub fizjoterapeutycznym.

Jak pojawił się pomysł na rozwój biznesu, który ma zachęcić kobiety do samodzielnego treningu mięśni dna miednicy w domowych warunkach?

Kilka lat temu w czasie przygotowywania się do zajęć na uczelni trafiłam na artykuł na temat czynników ryzyka nietrzymania moczu u kobiet. Myślałam, że chodzi o starsze kobiety, a okazało się, że sprawa dotyczy właściwie osób w każdym wieku: w ciąży, po porodzie, sportsmenek czy pań w okolicy menopauzy. Zrobiłam wtedy swoje pierwsze badania na temat skali problemu, a potem drugie o barierach w podejmowaniu leczenia. Szczególnie te drugie były dla mnie inspiracją ponieważ okazało się, że średnio potrzebujemy 9 lat żeby mając problem z nietrzymaniem moczu zacząć profesjonalne leczenie. Przez ten długi okres bagatelizujemy objawy lub stosujemy półśrodki.

Następnie w ramach badań do pracy doktorskiej (Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum) na temat możliwości wykorzystania telemedycyny w profilaktyce i terapii tego schorzenia nawiązałam współprace z inżynierami i projektantami ze Stanford University w Dolinie Krzemowej. Spędziłam kilka tygodni w Stanach. Moim zdaniem zapewnienie możliwości profesjonalnego i efektywnego treningu w warunkach domowych spowoduje ogromny wzrost kobiet aktywnie ćwiczących. Mając koncepcję badań nad ćwiczeniami zdalnymi i dostępne urządzenie z USA chcieliśmy rozpocząć pilotaż i sprawdzić czy nasze założenia o skuteczności takiej formy terapii są prawdziwe. Do tego potrzeba jednak środków. Na wszystkie formy wsparcia ze strony uczelni lub dotacje publiczne musielibyśmy czekać aż rok, a w świecie nowych technologii to zdecydowanie za długo. Wpłaciłam własne pieniądze, pozyskałam pierwszych partnerów i zaczęłam badania pilotażowe. W ich trakcie miałam przyjemność pracy z pacjentkami, środowiskiem medycznym oraz poznaliśmy wielu wybitnych ekspertów którzy współpracują ze mną do dziś.

Widząc wyniki badań i potencjał rozwiązania postanowiłam go skomercjalizować. Od zawsze uważałam że same pieniądze w rozumieniu kapitału to nie wszystko, ale dużo cenniejsze będzie zarażenie pasją osób opiniotwórczych i mających doświadczenie we współczesnym biznesie. Tak trafiłam do Funduszu Black Swan Fund – Sieci Przedsiębiorczych Kobiet i pozyskałam kapitał na start projektu. Po za środkami na rozwój mamy ogromne wsparcie mentoringowe kobiet, które osiągnęły już duży sukces zawodowy.

Dla jakiej grupy docelowej skierowane są Twoje działania? Czy każda kobieta może korzystać z PelviFly?

Mięśni dna miednicy nie widzimy, bo osadzone są wewnątrz naszego ciała. Czasami też mogą być bardzo trudne do znalezienia i wyczucia. Dno miednicy jest hamakiem mięśni, więzadeł i tkanki łącznej, które rozciągają się od tyłu do przodu. Lubię nazywać je Kobiecym Centrum Dowodzenia, bo odpowiada za wiele ważnych funkcji w naszym ciele. Pełnią znaczącą rolę podczas ciąży i pomagają nam urodzić dziecko, utrzymują nasze organy wewnętrzne (macica, pęcherz, jelito) na swoim miejscu, dzięki czemu narządy rodne nie obniżają się i nie wypadają. Chronią nas przed niekontrolowanym gubieniem moczu podczas gdy kaszlemy, kichamy, skaczemy, biegamy czy podnosimy dziecko. Gdy jesteśmy sportmenkami pomagają nam podczas treningu kompensować wzrastające ciśnienie śródbrzusze. Zdrowe dno miednicy zwiększa nasze doznania i pozwala cieszyć się udanym życiem seksualnym. A także biorą udział w tzw. stabilizacji centralnej – czyli – pomagają nam utrzymać prawidłową postawę ciała i zapobiegać bólom pleców.

Właśnie dlatego rozwiązanie PelviFly skierowane jest szczególnie do kobiet, które przygotowują się do ciąży, są po porodzie, aktywnie uprawiają sport, chcą zapobiec problemowi nietrzymania moczu w okresie menopauzy, a także chcą zadbać o zdrowie seksualne.

Jaką rolę w rozwoju PelviFly odgrywa własność intelektualna?

Wszystkie rozwiązania PelviFly są naszą własnością intelektualną wypracowaną podczas badań naukowych i pilotaży. W zakresie urządzenia współpracujemy blisko już kilka lat z partnerem amerykańskim. Potrzeba było jednak kilku lat pracy żeby stworzyć skuteczne rozwiązanie pozwalające na ćwiczenia prowadzone zdalnie biorąc pod uwagę złożoność problemu i szeroki wachlarz schorzeń, a także celów które chcą osiągnąć kobiety. W ochronie zdrowia nie da się jednak skutecznie opatentować metody leczenia lub terapii. Prawo chroni nas wszystkich i powoduje, że skuteczne sposoby muszą być prędzej czy później dostępne dla wszystkich.

Jaki masz pomysł na komercjalizację projektu?

Proponujemy kobietom sześciomiesięczny trening mięśni dna miednicy wykonywany w warunkach domowych z urządzeniem dopochwowym. Taki właśnie czas potrzebny jest na nauczenie mięśni odpowiedniej pracy i doprowadzenie do ich automatycznej reakcji w odpowiednim momencie (skakanie, kaszel, dźwiganie, śmiech). To długi okres więc ważne jest motywowanie ćwiczącej osoby i nadzorowanie treningu – tak jak trener w klubie fitness. Dlatego cały czas kobieta ma opiekę specjalisty. W razie potrzeby dodatkowo zapewniamy możliwość konsultacji z ginekologiem lub fizjoterapeutą.

Planujemy start sprzedaży gotowej usługi w grudniu 2016 roku. Do tego momentu wszystkie działania traktujemy jako pilotaż i nie publikujemy żadnych danych. Cieszymy się jednak że mamy już grono sympatyków i pierwszych zadowolonych klientów.

Ćwiczy z nami już prawie 30 kobiet. Wdrażamy również usługę wspólnie z kilkoma dużymi ośrodkami medycznymi. Budujemy sieć współpracujących fizjoterapeutów i ginekologów w całej Polsce, tak aby można było również w tradycyjny sposób zapoznać się z treningiem i skonsultować swój problem fizycznie w gabinecie.

Otrzymaliśmy wiele nagród naukowych za projekt badawczy i koncepcję treningu oraz biznesowych dla start-upów. Wyróżniło nas na konferencji Polskiego Towarzystwa Ginekologiczne, otrzymaliśmy nagrodę od Krajowego Konsultantanta w Dziedzinie Fizjoterapii, grant od Grupy Adamed właśnie podczas finału Startup Hub Warsaw na Giełdzie Papierów Wartościowych oraz nagrodę od Polskiego Towarzystwa Telemedycyny i e-Zdrowia. Zostaliśmy jednym z 10 zaproszonych do Berlina start-upów i zaprezentowaliśmy się podczas World Health Summit przed Ministrem Zdrowia Niemiec, a także przedstawicielami świata medycznego Unii Europejskiej. Wspólnie z naukowcami z całego świata uczestniczyliśmy w pierwszych w historii warsztatach e-Zdrowia w dysfunkcjach dna miednicy podczas Globalnego Kongresu International Continence Society w Japonii.

Zauważyłam, że jakiś czas temu udostępniłaś na swojej tablicy na Facebook’u bardzo inspirujący i przemawiający do wyobraźni wielu kobiet tekst: „W świecie Kardiashanek bądź jak Curie”. Co mogłabyś doradzić wszystkim kobietom, których codzienna praca opiera się na badaniach naukowych, a które nie mają odwagi, aby pokazać efektów swoich prac światu i zacząć ich komercjalizować? Jak zachęciłabyś je do działania?

Widzę to tak…Po pierwsze o pracy naukowej powinniśmy myśleć jak o misji, której wyniki maja doprowadzić do zmiany…jakości życia, zdrowia itp. na lepsze. Jako naukowiec podejmujesz próbę… czasem wiele, wiele prób rozwiązania problemu i w końcu może jedna okazuje się skuteczna. Jeżeli okazuje się skuteczna, to co powinnaś zrobić? Włożyć ją do szuflady? Nie! Twoim społecznym obowiązkiem jest doprowadzenie do tego aby z Twojego rozwiązania korzystało wiele osób. Komercjalizacja rozwiązania powinna być czymś naturalnym. Idąc na doktorat chciałam rozwiązać problem i to była moja motywacja.

I po drugie – najlepsze jest zawsze wrogiem dobrego. My kobiety chcemy być idealne i boimy się pokazywania efektów swojej pracy póki…nie będzie idealnie. A czasem gdy jest idealnie, może być już za późno – zwłaszcza w branży nowych technologii. Warto więc mówić o swoich badaniach i pomysłach, gdyż idea nabiera wartości w  zderzeniu z innym umysłem i wtedy ma moc działania i zmieniania świata. Uczymy się od siebie nawzajem i doskonalmy nasze pomysły. To główne zasady również PelviFly.

Dziękuję za rozmowę:-)

***

fot. PelviFly