Myślisz, że Ciebie to nie dotyczy? Że w gąszczu internetowych informacji, linków i lajków nikt nie zauważy? Bo przecież – kto jak kto – Ty pozostaniesz anonimowy? Poznaj 10 najczęstszych wymówek wszystkich tych, którzy łamią prawo autorskie w sieci (i sprawdź, którymi sam się zasłaniasz…).

„Przecież nie ma zastrzeżenia „copyright” lub znaku wodnego na zdjęciu.”

Prawo autorskie chroni własność intelektualną człowieka niezależnie od tego, czy do utworu zostanie dodany dopisek „wszystkie prawa zastrzeżone”, znak „R” czy charakterystyczne „C” w kółeczku. Zdjęcie bez znaku wodnego również może być przedmiotem prawa autorskiego. Znak wodny (lub jego brak) nie decyduje o tym, czy dana fotografia jest (lub nie) chroniona przez prawo. Więcej o ochronie prawnej zdjęć przeczytasz tutaj i tutaj.

„Zdjęcie znalazłem w wynikach wyszukiwania Google, a więc musi być to
zdjęcie wolnego dostępu.”

Nic bardziej mylnego. Google Images nie jest bankiem zdjęć wolnego dostępu. Google nie jest właścicielem żadnego ze zdjęć, które pokazał Ci w wynikach wyszukiwania. Zadaniem Google jest jedynie wyszukać dla Ciebie określone obrazy zgodnie z Twoim zapytaniem. Prawa autorskie do zdjęć, które widzisz w wynikach wyszukiwarki Google należą do ich autorów lub firm, którym autorzy odsprzedali swoje prawa autorskie.

„To zdjęcie nie było oryginalne ani wyjątkowo twórcze… nie było nawet ładne!”

Wpadłeś kiedyś na oryginalny pomysł sfotografowania swoim telefonem poplamionej kartki papieru na kuchennym stole? I zapewne byłeś bardzo dumny ze swojego „dzieła”? To wyobraź sobie, że tego typu fotografia jest chroniona przez prawo autorskie dokładnie w takim samym stopniu jak przepiękne zdjęcie wykonane przez Annie Leibovitz profesjonalnym aparatem za – powiedzmy – 600 tys. zł.

„Skoro jestem na tym zdjęciu to znaczy, że mogę je swobodnie wykorzystywać.”

Przyznaję, ta wymówka brzmi całkiem logicznie. Niestety, prawo autorskie tak nie funkcjonuje. Z prawnego punktu widzenia to fotograf (autor zdjęcia) posiada prawa autorskie do zdjęcia, które zrobiło. Nie osoba, która została na tym zdjęciu uwieczniona. Pamiętasz dyskusję o to, komu przysługują prawa autorskie do „najsłynniejszego selfie świata” (wykonanego na rozdaniu Oskarów w marcu br.)? Długo dyskutowano o tym, czy prawa autorskie do zdjęcia należą do Ellen DeGeneres – właścicielki telefonu, którym wykonano zdjęcie oraz osoby, która wrzuciła słynne selfie do sieci. Ellen, pomimo tego, że sama – obok Julie Roberts, Brada Pitta czy Jennifer Lawrence – została uwieczniona na zdjęciu, nie jest jego właścicielką. Prawa autorskie do „najsłynniejszego selfie na świecie” należą do Bradley’a Cooper’a, który wykonał fotografię. Jeśli więc chcesz użyć fotografii, na której zostałeś uwieczniony, najpierw zapytaj o zgodę osobę, która ją wykonała.

„To zdjęcie nie będzie wykorzystywane do celów komercyjnych! wrzucę go tylko na mój blog, prywatną stronę internetową, moje konto na Facebooku”

To, czy korzystasz ze zdjęcia znalezionego w sieci do celów komercyjnych, czy też do celów prywatnych, nie zmienia faktu, że dokonując tego bez zgody autora, naruszasz jego prawa autorskie.

„Zdjęcie znajduje się w sieci, a więc można z niego swobodnie korzystać.”

To, że skopiowanie zdjęcia znalezionego w sieci na twardy dysk Twojego komputera trwa zaledwie ułamek sekundy wcale nie oznacza, że zdjęcie to nie ma swojego autora ani że nie jest chronione przez prawo autorskie. Zdjęcie wrzucone do sieci nie przechodzi automatycznie do domeny publicznej. Zgodnie z polskimi przepisami prawa autorskiego, do domeny publicznej zdjęcie trafia – co do zasady – dopiero 70 lat po śmierci jego twórcy (o czym więcej przeczytasz tutaj).

„Tę grafikę znalazłem na Facebooku, a wszystko co jest na Facebooku znajduje się w domenie publicznej”

Wbrew powszechnemu przekonaniu większości użytkowników Facebooka, autor grafiki (lub zdjęcia), który wrzuca swoje dzieło na swój prywatny profil lub firmowy fanpage nie traci do niego praw autorskich. Zgodnie z treścią regulaminu Facebooka, autor grafiki (zdjęcia) udziela serwisowi jedynie określonej licencji. Prawa autorskie pozostają własnością grafika (fotografa). Możesz podzielić się ciekawą grafiką lub zdjęciem znalezionym na Facebooku, ale tylko wykorzystując opcję „udostępnij”. Zapisanie grafiki u siebie na dysku, a następnie wrzucenie jej na swojego wall’a (bez odpowiedniego oznaczenia) będzie – co do zasady -naruszeniem praw autorskich.

„Na zdjęciu było logo/nazwa/znak wodny fotografa…skoro autor zdjęcia sam je tam zamieścił to znaczy, że zależy mu na reklamie swojej twórczości…zatem udostępniając je dalej przyczyniam się do tego, że promuję jego twórczość, prawda?”

Nie. Z całą pewnością nie.

„Przecież podpisałem imię/nazwisko/pseudonim autora fotografii, zanim umieściłem zdjęcie na mojej stronie www!”

Owszem, prawo autorskie przewiduje możliwość wykorzystania zdjęcia osoby trzeciej w konkretnie określonych przypadkach, ale przypadki te powinny być traktowane jako wyjątki od ogólnej zasady wymogu uzyskania zgody autora na wykorzystywanie jego twórczości. Wspomniane wyżej wyjątki to prawo cytatu oraz dozwolony użytek, o których przeczytasz na Lookreatywni.pl tutaj oraz tutaj. Niezależnie od tego, czy masz zgodę autora zdjęcia czy korzystasz z jednego z wyjątków prawa autorskiego – zawsze oznacz zdjęcie imieniem i nazwiskiem jego autora.

„Przecież tysiące ludzi łamie prawo w sieci!”

No i co z tego? Jeśli zobaczysz w parku nieprzypięty łańcuchem rower to znaczy, że masz go ukraść, bo tak właśnie postąpiłaby cała masa ludzi na świecie? Nie. Wykorzystując zdjęcia osób trzecich bez pozwolenia – co do zasady – naruszasz ich prawa autorskie. Łamiesz prawo. Dowiedz się czym jest dozwolony użytek, prawo cytatu oraz licencje Creative Commons i poznaj te wszystkie instytucje prawa autorskiego, dzięki którym możesz korzystać z cudzej twórczości legalnie.

***

Fot.: zdjęcie autorstwa gpointstudio pochodzi z banku zdjęć Fotolia